sobota, 22 sierpnia 2015

14. Du bist die schönste Trauzeugin, die ich irgendwann gesehen habe

   Kiedy po trzeciej próbie dostania się do mieszkania nie otworzył drzwi, wyjęłam klucze z torebki i już po chwili przekręcałam je w zamku. Weszłam do środka, wepchnęłam za sobą ogromną walizkę i uśmiechnęłam się szeroko. Do moich nozdrzy dotarł właśnie znajomy zapach jego mieszkania, za którym tak tęskniłam i który tak kochałam. Po sześćdziesięciu dniach zagranicą cieszył mnie nawet fakt, iż ponownie mogę go poczuć.
   -Marco? Jesteś w domu? - zawołałam pojawiając się w salonie. Pomieszczenie wręcz lśniło czystością. Skurczybyk, doskonale pamiętał, że właśnie dziś zamierzam przyjechać i zadbał o idealny wygląd swojej posiadłości. Nieważne, czy wynajął serwis sprzątający czy wziął to na siebie. Liczyły się dobre chęci.
   Zorientowałam się, iż nie otrzymałam odpowiedzi na swoje pytanie, więc zostawiłam bagaż przy schodach i udałam się do sypialni. O dziewiątej trzydzieści zazwyczaj już nie śpi, lecz tylko tam, ewentualnie w łazience mógł się obecnie znajdować. Uchyliłam drzwi, ale po Reusie ani śladu. Łóżko pościelone, okno otwarte, ubrania schowane w niedomkniętej garderobie. Skłonna pomyśleć, że pojechał na trening, dostrzegłam w przeciwległym kącie pokoju jego sportową torbę, przez co autentyczność tej teorii spadła do zera i dała mi jednocześnie do myślenia. Gdzie mogło go wynieść z samego rana, jeśli nie na stadion? Raczej nie na zakupy... Ostatnim, co przyszło mi do głowy było zwyczajne wykonanie telefonu i tak właśnie uczyniłam. Usiadłam na posłaniu, odliczając kolejne sygnały, wraz z którymi malała nadzieja na odzew z jego strony. Ostatecznie nie nastąpił i to już naprawdę mnie przeraziło. Mój mózg analizował setki wydarzeń, głównie negatywnych, jednak żadnego z nich nie chciałam dopuścić do wiadomości. W szczególności tego, że od wczorajszego wieczora nie wrócił do mieszkania z kilku różnych powodów.
   Skonsternowana zeszłam na dół, by zaparzyć kawę. Wstałam dziś przed piątą, specjalnie po to, aby zdążyć na wcześniejszy samolot i zrobić mojemu chłopakowi niespodziankę. Nie przewidziałam jednak, że i on ma wobec mnie cudowne plany, celujące w moje zszargane ostatnio nerwy. Siedząc na kanapie z kubkiem parującej kofeiny i smartfonem przy uchu, słyszałam kołatanie swojego serca i przyspieszony oddech. Nie potrafiłam skupić się nawet na tym, co aktualnie robiłam. Gdyby Woody jakimś cudem odebrał teraz połączenie, nadal trwałabym w tej samej pozycji, zapominając, po co od dwudziestu minut próbuję się z nim skontaktować. Najgorszemu wrogowi nie życzyłabym znalezienia się w takiej sytuacji.
   Nagle ktoś naparł na klamkę drzwi wejściowych, po sekundzie z hukiem je zamykając. Zerwałam się z sofy i z zaskoczeniem odkryłam, iż z korytarza dobiegają dwie tonacje głosów: męski i żeński. Co gorsza, rozpoznałam tylko jeden z nich.
   -Nigdy nie zdarzyło mi się nie przekręcić klucza w zamku. - odezwał się mężczyzna. -Chyba, że... Ale tak wcześnie?
   Jak oparzony wpadł do reprezentacyjnej części swej willi i pierwsze, na co zwrócił uwagę, to moja walizka. Dopiero później odszukał wzrokiem moją sylwetkę i zawiesił się na dłuższy moment. Wpatrywaliśmy się w siebie dość krótko, bowiem na więcej nie pozwoliła niska blondynka, która właśnie wyłoniła się zza pleców Marco, mierząc mnie sympatycznym, choć pewnym siebie spojrzeniem. Usiłowałam uspokoić wstrząsające mną delikatne drgawki, ale jej obecność skutecznie mi to uniemożliwiała. I nie było w tym nic zadziwiającego.
   -Lena... - wykrztusił wreszcie piłkarz, jakby nie dowierzając, że mnie widzi. -Przecież... Mówiłaś, że przylecisz później... Gdybyś zadzwoniła, odebrałbym cię z lotniska...
   -Myślałam, że jesteś zajęty... I najwyraźniej byłeś. - warknęłam przygryzając wargę, bo pod powiekami wzbierały już łzy bezradności. -W dodatku dość intensywnie, bo dobijałam się na twoją komórkę, odkąd tylko weszłam do mieszkania.
   -Prowadziłem auto, więc ją wyciszyłem... Dobrze zdajesz sobie sprawę, że zawsze tak robię.
   -Marco... - szepnęła jego towarzyszka, nim zdążyłam na niego naskoczyć, przez co sparaliżowałam ją wzrokiem seryjnego mordercy. Odwrócił się w jej kierunku. -Pójdę już, chyba powinniście pogadać. Zobaczymy się później.
   -Twoja znajoma nawet nie chce się przedstawić? - atakowałam dalej, lustrując ją z goryczą. -A może właśnie o to chodzi?
   -Prawdę powiedziawszy, czekałam na spotkanie z tobą... Ale w innych okolicznościach. - przyznała zbijając mnie z tropu, po czym podeszła i wyciągnęła do mnie dłoń. -Carolin Böhs.
   Gapiłam się na nią, doskonale wiedząc, jak głupio teraz wyglądam. Cud, że jeszcze nie wyparowałam ze złości, choć poczułam, że robi mi się słabo. Ściskałam właśnie rękę swojej rywalki, która pojawiła się w Dortmundzie nie wiadomo, skąd i po co. Doprowadzała mnie do szału, choć wydawało się, że ma dobre intencje.
   -Lena Lewandowska. - odparowałam wkładając wiele wysiłku w zachowanie klasy. -Jesteś...
   -Tak, ale nie wspominajmy o tym. - ucięła z serdecznym uśmiechem. -To przeszłość, dlatego nie myśl, proszę, że łączy nas coś więcej. Nic między nami nie zaszło.
   Odsunęła się, a ja patrzyłam, jak żegna się z Reusem i rzucając krótkie 'cześć', wychodzi na klatkę. Palące spojrzenie chłopaka przeszywało moją twarz, lecz nie byłam w stanie się poruszyć. Zwyczajnie nic nie rozumiałam.
   -Mała... - zaczął obejmując mój bezwładny nadgarstek. -Potwornie zbladłaś... Usiądź.
   -Nie dotykaj mnie. - syknęłam odwracając się w stronę okna. Potrzebowałam dwóch minut ciszy, by dojść do siebie. -Od kiedy to trwa?
   -Ale co? - spytał wzruszając ramionami. -Myszko, uspokój się i zaczniemy od początku, okej? Nie histeryzuj.
   -Martwiłam się... - wydusiłam ocierając spływającą po policzkach ciecz. -Gdzie byłeś, do cholery?!
   -Wstałem wcześniej i pojechałem na zakupy, bo wspominałaś, że wylądujesz w południe, więc zamierzałem przygotować obiad. W międzyczasie zadzwoniła Caro, sądziła, że mam trening, ale wtajemniczyłem ją w temat i zjedliśmy razem śniadanie na mieście.
   -A w nocy?
   -Spałem, w naszej sypialni. Sam. Zaraz... - spojrzał na mnie z bananem na ustach. -Uważałaś, że cię zdradzam? Serio?
   -A jak miałam to odebrać, co?! - uniosłam się, zerkając na niego z góry, bowiem zajął miejsce na obitym skórą meblu. -Od rana nie ma cię w mieszkaniu, nie odpowiadasz na moje sygnały, a na koniec wracasz ze swoją byłą... Dlaczego nie wiedziałam, że odnowiliście kontakt?
   -Chodź do mnie. - wyciągnął rękę, a gdy stanęłam wystarczająco blisko, wciągnął mnie na swoje kolana i mocno przytulił. -Po raz pierwszy Carolin zapukała tutaj niedługo po twoim wyjeździe. Rozmawialiśmy... Napisała do mnie, poprosiła o spotkanie, zgodziłem się. Bardzo chciała cię poznać. Zdecydowaliśmy, że będziemy podtrzymywać naszą znajomość na normalnym, koleżeńskim poziomie. Nic poza tym.
   -Dlaczego mi nie...
   -To by cię dodatkowo stresowało. - wyjaśnił, gładząc moje włosy. -Chciałem, abyś skupiała się tylko na tym, co masz do wykonania.
   -Powinnam być o tym poinformowana. - mruknęłam wtulając twarz w jego koszulę. -Cały czas powtarzałeś, że twoja ex jest w porządku, ale nie sądzisz, że jej ponowny przyjazd do Dortmundu ma jakiś cel?
   -Pewnie ma. Zaznaczyłem, że to jej ostatnia szansa, a ona obiecała, że nie będzie ci się naprzykrzać, jeśli się nie polubicie.
   -Nie wierzę jej, Marco. - wymamrotałam wprost w jego tors. -Nie wierzę, że nie uknuła jakiegoś podstępnego planu. Nie znam jej, ale nie przekonała mnie do siebie.
   -Nie zniszczy naszego związku, możesz być tego pewna.
   -Ona jest jak mój film: będziemy kłócić się o nią tak długo, dopóki wszystko się nie posypie.
   -Więc to odbudujemy. - stwierdził, jakby odkrył właśnie oczywistą oczywistość. -Skarbie, ostatnio stałaś się strasznie zdystansowana i poddenerwowana, nie zauważyłaś? Wszystko cię drażni, nawet to, że o pięć minut spóźniam się na rozmowę na Skype.
   -Zauważyłam, przepraszam. - podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. -To postępujące zmęczenie. Dobrze się składa, że odpocznę chociaż w ten weekend, o ile wesele można tak nazwać. W tym świecie od błysku fleszy raczej nie dostanę urlopu.
   -Dostaniesz, ode mnie. - puścił oczko i musnął wargami moje czoło. -Idź na górę, połóż się, a ja zabiorę się za ten obiad. Do sesji treningowej zostało jeszcze trochę czasu. Najpierw jednak muszę się z tobą we właściwy sposób przywitać.
   Zmarszczyłam brwi, a gdy dotarł do mnie sens jego słów, roześmiałam się cicho, zarzucając dłonie na szyję piłkarza i niespiesznie zatopiłam usta w jego pocałunku.


~~~


   Oczywistym wydawał się być fakt, iż zostałam wybrana przez Roberta na jego świadkową na ślubie z Anną i przyjęłam tą rolę z wielkim zaszczytem. Przerażała mnie jednak myśl, że byłam zmuszona opuścić Reusa w stolicy Polski - bo właśnie tam Bobek i jego narzeczona zamierzali się pobrać. Uspokoiłam się, gdy w dniu ceremonii z samego rana dotarła do mnie informacja, że blondas pozostawał pod opieką moich rodziców, podczas gdy ja towarzyszyłam karateczce w ostatnich przygotowaniach, a pod kościół przyjechał wraz z Mario i Ann-Kathrin oraz zaproszonymi gośćmi z Dortmundu. Brakowało mi wtedy jedynie parodii filmu "Kevin sam w Nowym Jorku" - z tym, że "Marco sam w Warszawie" musiałby zostać nakręcony jako horror albo sensacja, bo bez wątpienia Niemiec narobiłby ogromnego łomotu.
   Anna Stachurska wyglądała przepięknie. Inaczej nie można tego opisać. Wystarczyło jedynie dostrzec wzruszenie w oczach Lewego, gdy zobaczył ją w wejściu do kaplicy. Był niewiarygodnie szczęśliwy, że od dziś jego wieloletnia miłość będzie nosiła jego nazwisko, tytuł jego żony oraz identyczną obrączkę na palcu. Próbując sobie przypomnieć, kiedy ostatnio równie mocno rozpierała go radość, nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego momentu. Mogłam więc stwierdzić, iż to naprawdę najszczęśliwszy dzień w jego życiu.
   Zanim usiadłam za bratem pod ołtarzem, zerknęłam przelotnie na Reusa. Trajkotał z Götze, lecz szybko zorientował się, że jest obserwowany, więc puścił do mnie oczko, na co tylko się uśmiechnęłam. Prezentował się cholernie seksownie, o czym doskonale wiedział i pomimo, iż nie dał namówić się na garnitur, ubrania, które wybrał, pasowały do niego, jak do wieszaka. Spłoniesz za to w piekle, Woody.
   Wszyscy bez wyjątku czekali na tą jedną, jedyną chwilę, w której narzeczeni przestaną być narzeczonymi, a kapłan ogłosi ich małżeństwem. Gdy w trakcie składania przysięgi w oczach Roberta pojawiły się łzy, najpierw nie mogłam w to uwierzyć, po czym sama popłakałam się jak dziecko. Powoli godziłam się z tym, że moje jedyne rodzeństwo zyskuje kogoś, kto będzie dla niego ważniejszy, niż rodzice oraz siostra. Taka jest kolej rzeczy. Ludzie dorastają, podejmują poważne decyzje, chcą prowadzić własne życie i zakładać rodziny. I to jest piękne. Człowiek nie potrafi funkcjonować w pojedynkę, czego Ania i Robert stanowią najlepszy przykład. Ania, która właśnie zmieniła nazwisko i Robert, który ma już prawo zwracania się do ukochanej 'moja żono'.
   Końcowe obrzędy zaślubin: podpisanie dokumentów, obrzucanie ryżem i drobnymi monetami, tysiące życzeń od fanów, tłumnie zgromadzonych na zewnątrz, jak przewidziała pani Lewandowska i kilkanaście błyśnięć dziennikarskich fleszy na sekundę, bo przecież każdy chciał wykonać jak najlepsze fotografie do artykułów. Marco zniknął mi z pola widzenia, lecz zapewne jak wszystkie znane osobistości, uciekał przez aparatami do jednej z podstawionych limuzyn, mających przewieźć gości na przyjęcie weselne. Nie czekali na Parę Młodą, to trwałoby zbyt długo, dlatego po blisko pół godzinie z ulgą wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy do pałacu pod Warszawą, by rozpocząć zabawę. Główne gwiazdy wieczoru niewiele mówiły - przejęcie wymalowane na ich twarzach wypowiadało się samo za siebie. Cały czas jednak obdarzali się czułymi spojrzeniami i gestami, na co wszyscy zwracali uwagę, lecz nikt nie okazywał zdziwienia - przecież dziś było to wręcz wskazane.
   Tradycyjne przeniesienie Panny Młodej przez próg wywołało salwę braw, gwizdów i okrzyków, przy czym goście po raz pierwszy zachęcili świeżo upieczonych małżonków do wspólnego pocałunku. Wtedy też odnalazł się Woody - w samą porę, bo po pomocy w odbieraniu kwiatów i prezentów oficjalnie przestałam odgrywać funkcję weselnej przyzwoitki Bobka i mogłam więcej czasu poświęcić swojemu chłopakowi. Idąc do stolika, by zająć miejsce zaraz obok brata i rodziców, poczułam jego dłoń na biodrze, a po chwili subtelne muśnięcie cudownych ust Niemca w okolicy ucha.
   -Jesteś najpiękniejszą świadkową, jaką kiedykolwiek przyszło mi zobaczyć. - szepnął z zalotnym pomrukiem. Zawstydzona opuściłam głowę.
   -Więc chyba niewiele ich widziałeś.
   -Może po prostu nie zwracałem na nie uwagi?
   -Nie podlizuj się. - pokazałam mu język, kiedy odsunął dla mnie krzesło. -I tak będziesz dziś ze mną tańczył. Pewnie nie tylko ze mną.
   -Już się na to przygotowałem. - oświadczył dumnie. -No wiesz, psychicznie. To tylko jedna noc, dam radę.
   -Mam nadzieję. - odparowałam niezbyt sympatycznie, odsuwając się, by kelner mógł bezpiecznie przelać zupę do mojego naczynia. Marco zerknął na mnie zaskoczony.
   -Mała, co się z tobą ostatnio dzieje? - spytał prosto z mostu. -Naprawdę jesteś okropnie zgryźliwa. Zrobiłem ci coś?
   Tak, sprowadziłeś do mieszkania tą nachalną blond lalę i oboje udajecie, że nic was nigdy nie łączyło. Może to pułapka? Powinnam się nabrać?
   -Wybacz, nie miej mi tego za złe. - skruszyłam się, usilnie zachowując naturalny ton głosu. -To chyba nie mój czas, ale nie chce teraz o tym myśleć. Robert właśnie się ożenił i to jest teraz najważniejsze.
   -Pamiętaj, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć. - ujął moją dłoń i ucałował jej wierzch. -A nawet powinnaś.
   -Pamiętam. - złożyłam wargi na jego policzku. -A teraz jedz, bo wystygnie. Na sto procent pewnie już zgłodniałeś.
   Spojrzał mi w oczy i zaczął się śmiać. Pokręciłam jedynie głową, równie rozbawiona.
   -Za dobrze mnie znasz, Lena. I za to cię kocham.


~~~


   Przyjęcie weselne trwało w najlepsze. Goście bawili się świetnie, po kilku alkoholowych kolejkach zniknęły też bariery językowe, które w niczym nie przeszkadzały już panom zza zachodniej granicy, gdy prosili do tańca urocze, polskie damy. Prym w tej dziedzinie zaskakująco wiódł nie Aubameyang czy Großkreutz, a Götze, przyciągający do siebie kobiety prawdopodobnie urokiem osobistym, którego nie można było mu odmówić. Sytuacja nieszczególnie przypadła do gustu Ann-Kathrin, zazdrosnej o poczynania chłopaka, aczkolwiek sama prezentowała się dziś jak grecka bogini i to od niej nasza 'dziesiątka' nie potrafiła oderwać wzroku. Poza tym, ufała swojemu wybrankowi i miała doskonałą świadomość, iż nie interesują go inne panny. Pasowali do siebie jak skomplikowana układanka i naprawdę potrzeba cudu, by ich poróżnić.
   Reus za to po raz kolejny już tego wieczora obracał na parkiecie moją mamę i zawsze, gdy na nich patrzyłam, na mojej twarzy rozkwitał uśmiech. Byłam przekonana, że mnie obgadują, ponieważ dość często mnie obserwowali. Nie próbowałam nawet zgadywać, o czym konwersują, wyobrażałam sobie za to, jak to może wyglądać w przyszłości, bo oczywiście istniała możliwość, że moi rodziciele zostaną teściami Marco. Tato bez wątpienia prawiłby mu bezlitosne kazania, matka dawałaby cenne uwagi odnośnie moich ślubnych pragnień, lecz oboje go akceptowali, więc raczej nie rozbolałaby go głowa od tych wszystkich nowinek. Wracając do tematu - tak, byłam gotowa za niego wyjść, bo go kochałam i potrafiłam snuć wizje dotyczące naszej wspólnej przyszłości. Może wtedy Carolin Böhs dałaby mu święty spokój.
   -Lena, mam pytanie. - usłyszałam nagle za plecami. Ann trzymała mnie za ramię. -Zechciałabyś na moment wyjść ze mną na zewnątrz?
   -Oczywiście. - zgodziłam się bez wahania. Do gry wkroczyły teraz partnerki drużyny BVB, zatem nasi chłopcy znajdą zajęcie na następne pół godziny. Dopiłam swój napój i już po chwili wyszłyśmy z sali pałacowej.
   -Ann, wszystko w porządku? - zapytałam, gdy przechadzałyśmy się po parku. Twarz modelki zdradzała zaniepokojenie i nieznaczne przygnębienie, które nijak pasowały do atmosfery dnia dzisiejszego.
   -Tak, nie martw się. - przytaknęła. -Denerwuję się, bo Mario rzadko pije, a co za tym idzie, pajacowanie po alkoholu to dla niego żaden problem... Nie chcę, żeby się zbłaźnił. Jesteśmy na niesamowitym weselu i zamierzam zostać na nim do końca.
   -Sądzę, że nie masz powodów do obaw. - uspokajałam ją. -Mario zna granice, nie zawiedzie cię.
   -Tak, jak na Ibizie?
   -Nie. - roześmiałam się. -Wtedy sami ustanawiali sobie prawa. Wyprowadzaliście się, uznali, że muszą to oblać.
   -Wiem, rozumiem... Lena?
   -Tak?
   -Ostatnio, gdy rozmawiałyśmy, opowiadałam ci o życiu w Monachium... A jak tobie układa się z Marco?
   Zbiła mnie z tropu. Proste pytanie, na które odpowiedź była jasna jak słońce, a jednak doszukiwałam się w nim ukrytych podtekstów. Nieskutecznie.
   -Bez zmian. - stwierdziłam wzruszając ramionami. -Tak mi się przynajmniej wydaje.
   -Nie męczę cię tym bez powodu. - pospieszyła z wyjaśnieniami. -Kilka dni wcześniej podsłuchałam paplaninę Marco i Mario na Skype... Marco żalił się, że ciągle marudzisz, narzekasz, strzelasz fochy... Nie obrażam cię, on się po prostu boi, że ktoś cię skrzywdził i ukrywasz to przed nim.
   -Nic takiego nie miało miejsca. - dosadnie wypowiedziałam każde słowo. -Brakuje mi już pomysłów, by go o tym przekonać. Ale faktycznie, od jakiegoś czasu bycie wredną wychodzi mi nienagannie.
   -Dlaczego?
   -Chciałabym już wrócić do Niemiec. W Barcelonie coraz gorzej śpię, nie dojadam, czuję się zmęczona, przez co kręci mi się w głowie, gdy wstaję rano. Praca pochłonęła mnie na tyle, że zapomniałam zorganizować czas wolny dla siebie i mój organizm się buntuje.
   -Od rana do wieczora jesteś na zdjęciach...
   -Obecnie tak, bo wchodzimy w ostatnią fazę. Na szczęście.
   -A nie możecie poprosić reżysera o korzystniejsze zaplanowanie grafiku zajęć?
   -Tam nic nie zależy od nas. - westchnęłam. -Reszta ekipy to zawodowi aktorzy, przyzwyczaili się. A ja? Gdyby mnie poinformowano, ile wymagają od odtwórcy głównej roli, na pewno przemyślałabym ten kontrakt minimum dwa razy. Ale skończę to, co zaczęłam.
   -A później odpoczniesz.
   -Jeśli się uda. - bąknęłam, na co Ann zerknęła na mnie kątem oka.
   -O czym ty mówisz?
   -O byłej dziewczynie Marco. - wypaliłam, a źrenice Niemki powiększyły się. -Pojawiła się podobno po moim wyjeździe, nie wiadomo, skąd i po co, żeby namieszać mu w głowie. Znów się spotykają, niby wyłącznie jako znajomi, ale wszystko może jej strzelić do głowy...
   -Lena, chyba nie mogę ci pomóc, bo nie znam Carolin, słyszałam o niej jedynie z opowiadań... Mniemam, że ty tak samo. - skinęłam głową, więc kontynuowała. -Ale dzięki Mario poznałam jego przyjaciół, dlatego zapewniam cię, że Reus nie zrobiłby ci takiego świństwa. On jej nie kocha, rozumiesz?
   -Popatrz na to z innej strony. - odwróciłam się do niej, gdy zatrzymałyśmy się przy tryskającej wodą fontannie. -Przyznałaś, że Marco skarży się na mnie. A co, jeśli... Odsuniemy się od siebie, a ona to wykorzysta...? To całkiem logiczne, prawda?
   -Nie! - zaprotestowała energicznie. -Marco uwielbia cię taką, jaka jesteś, niezależnie od tego, jak się zachowujesz. Pogodził się z twoimi wadami, akceptuje je. Czego ty jeszcze od niego wymagasz?
   -Nie ufam tej Carolin! Dlaczego zamieszkała z powrotem w Dortmundzie? Dlaczego zerwała z chłopakiem? Dlaczego ze wszystkich przyjaciół, jakich tu zyskała, odezwała się akurat do swojego byłego? To śmierdzi podstępem i nie pozwolę, by mi go bezczelnie zabrała.
   -Kochana, przesadzasz. - poklepała mnie po plecach. -Nie możesz bezpodstawnie twierdzić, że uknuła intrygę. Poza tym, Marco nie ulega pokusom, bo niczego mu przy tobie nie brakuje.
   -Zobaczymy.
   -Odpuść, na serio. - uśmiechnęła się pogodnie. -Poczekaj, uzbrój się w cierpliwość i oceń, jak rozwija się sytuacja. Dopiero wtedy ewentualnie podejmuj działania.
   -Niech ci będzie. - poddałam się przygryzając wargę. -Spróbuję.
   -Spróbuj. I przestań się wkurzać, to szkodzi piękności. - zaśmiałyśmy się obie. -Myślę, że powinnyśmy już wracać. Anna i Robert pewnie szykują dla gości jakąś...
   -Tu jesteście! - usłyszałyśmy nagle krzyk mojej szwagierki. Schodziła ku nam ze schodów, trzymając w palcach suknię ślubną, by się o nią nie potknąć. -Chłopaki was szukają, zastanawiają się, gdzie zniknęłyście. Wszystko gra?
   -Jasne. Wyszłyśmy zaczerpnąć świeżego powietrza. - odpowiedziałam obejmując ramieniem Ann-Kathrin. -Właśnie wracamy.
   -Super, bo zaraz odbędą się oczepiny i mam zamiar was zaangażować. - oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu, po czym pociągnęła nas do wejścia. -Ciekawe, czy Lewy rozpozna swoją żonę z zawiązanymi oczami... Wow, ślicznie dziś wyglądacie! Aż zazdroszczę tym wariatom... To jak, gotowe?
   Cała Ania - sielanka wypisana na twarzy plus tysiąc pomysłów na minutę. Czy można wymarzyć sobie lepszą bratową?


***


Okej, dopiero ten rozdział jest o niczym :p No chyba, że będziecie wyciągały jakieś wnioski, ale to już zależy od Waszej wyobraźni... :)
Nie mam dziś pozytywnych informacji. Po pierwsze, nie dołączyłam zapowiedzi, bo wraz z tym rozdziałem kończą się moje zapasy. Wena jednak jest, więc liczę, że napiszę następną część w przeciągu tygodnia.
I druga sprawa, którą muszę poruszyć, bo męczy mnie już jakiś czas: Kochane, być może nie wiecie (jeśli nie, to dziś się dowiecie), że ogólnie nie cierpię proszenia się o komentarze, gdyż nie miałam z tym większego problemu. Jednak ostatnio zauważyłam, że pojawia się coraz mniej Waszych opinii i nie ukrywam, że jest mi przykro z tego powodu. Jeśli ja piszę rozdział, to oczekuję, że Wy skomentujecie go chociaż w paru słowach, bo dla mnie na tym polega współpraca. A jestem przekonana, że zajmuje Wam to o wiele mniej czasu, niż mnie :) Rozumiem, że nie zawsze jest pomysł na napisanie czegoś sensownego, ale mnie wystarczy naprawdę kilka zdań, żeby mieć świadomość, ile osób tak naprawdę czyta. Wtedy będę szczęśliwa :)
Okej, ostatnie, przyjemniejsze ogłoszenie parafialne: pojawiły się już daty publikacji dwóch kolejnych rozdziałów na drugim blogu. Zachęcam do zapoznania się z nimi i do... Oczekiwania :)

Pozdrawiam, do usłyszenia możliwie jak najszybciej ♡

wtorek, 18 sierpnia 2015

Liebster Blog Award 2 / 3

Cóż... Dopadły mnie kolejne dwie nominacje do LBA i żeby znów nie spamować, postanowiłam opublikować je w jednym poście :) Ogromne DANKE dla tosi mm oraz euphory r :)


Pytania od tosi mm:
1. Ulubiony klub?
Prosta sprawa: Borussia Dortmund i Lech Poznań. Nic dodać, nic ująć.
2. Gdybyś miała w kilka minut zdecydować się, gdzie chcesz spędzić wakacje życia, jaki kraj/miasto byś wybrała? 

Kraj: Stany Zjednoczone. Dlatego, że w tym państwie nie jestem w stanie wybrać jednego miasta, które bym odwiedziła. Na obszernej liście znajduje się Miami, Nowy Jork, Las Vegas, Los Angeles... I pewnie wszystkie inne metropolie. Uważam, że USA są piękne, silnie rozwinięte, widoki zapierają dech w piersiach, no i na pogodę nie można narzekać :) Ale skoro miałabym zdecydować się w kilka minut, pewnie ktoś by za mnie zapłacił :p
Miasto: Dubaj. Jest śliczny, cudny, gorący i... Zaje.iście drogi :)
3. Ulubiony sportowiec, dlaczego? 

Pierwsza nominacja, pytanie 4. :)
4. Ulubiona piosenka.
Och, temat na całą dobę :) Ogólnie mam tak, że co jakiś czas zmieniam ulubione piosenki. Są też takie, do których wracam rzadko, ale wracam ciągle. Ogólnie słucham każdej muzyki, może poza metalem, dlatego nie potrafię wskazać jednego, konkretnego guru. Jako kibic mogę wymienić dwie przyśpiewki: jeśli chodzi o BVB - "Auf geht's Dortmund", natomiast w temacie Kolejorza - "W grodzie Przemysława".
5. Największe marzenie? 
Wciąż jest szansa, że się spełni, ale to zależy tylko ode mnie :))
6.Gdybyś mogła zrobić wywiad z kimś sławnym byłby to, dlaczego? 

O.M.G. Na pewno chętnie zrobiłabym wywiad z Reusem i Aubameyangiem za jednym razem, bo są pajacami i mogłoby być śmiesznie :) A jeśli mam wybierać spoza światka piłkarskiego, to może Bradley Cooper? Albo Justin Bieber! Ułożyłabym takie pytania, że biedak podziękowałby po pierwszym (bez urazy dla fanek) :p
7.Ulubiona pora roku? 

Lato!!!
8. Piszę bloga bo....

Bo wpadam na pomysły, którymi chciałabym dzielić się z innymi. Bo lubię wiedzieć, że ktoś go czyta i lubi go czytać.
9.Idealny facet to... dlaczego?

Mój telefon - bo nigdy nie powie, że mnie nie kocha albo że ma mnie dość. Ewentualnie rozładuje się w nieodpowiednim momencie :p
10. Co robisz w wolnym czasie?
Pierwsza nominacja, pytanie 8. :)
11.Odpoczynek nad morzem czy góry?

Nad morzem!!! Odkąd skończyłam 5 lat, jeździliśmy z rodzicami nad morze. Pewnego lata zbuntowałam się wraz z bratem i doszliśmy do wniosku, że chcemy spróbować czegoś nowego i pojechać w góry. Moi rodzice okazali się jednak wielkimi miłośnikami DŁUGICH, pieszych wędrówek i od tego czasu doceniam możliwość wyłożenia się na piasku i wykąpania w morzu :) Jeśli mam jechać w góry, to okej, ale połazić sobie po Krupówkach :p


~~~

Pytania od euphory r:
1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
Chciałam przekonać się, jak to jest, kiedy inni oceniają to, co piszesz. A tak po ludzku myśląc, chciałam stworzyć swój własny świat, który będzie mi zabierał znaczną część wolnego czasu (o ile w ogóle takowy się znajdzie).
2. Czy w pewnych sytuacjach utożsamiasz się z główną bohaterką opowiadania?
Jasne, że tak! I to nawet dość często. Jeśli nie mam pomysłu na dialog, zastanawiam się, co sama bym powiedziała, jak bym zareagowała, jaki gest bym wykonała... Ale nie podstawiam się pod główną postać, jedynie myślę, jak ona. Dla mnie to zupełnie dwie inne sprawy.
3. Masz w planach założenie jeszcze jakiegoś bloga?
Na razie nie. Obecnie prowadzę dwa, staram się nie robić zaległości, ale nie mam pojęcia, co dalej, gdy zacznie się rok akademicki. Dlatego w trzecie opowiadanie na pewno się nie wpakuję :)
4. Co robisz w wolnym czasie?
Pierwsza nominacja, pytanie 8. :)
5. Plany na przyszłość to...
Jak każdy - skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, założyć rodzinę. Chcę też wyjechać na Zachód, do sąsiadów - to też mój plan, choć może już nie z kategorii 'jak każdy' ;)
6. Ulubiona książka?
Rzadko czytam, więc chyba nie potrafię wybrać nic konkretnego... Chyba, że liczą się książki ze studiów, wtedy podręcznik do niemieckiego :p
7. Ulubiony film?
Kocham całą serię 'Kac Vegas'. Do tego Titanic, wszystkie części Madagaskaru i Shreka. Harry Potter też (w szczególności Czara Ognia), ale trochę już mnie nudzi, w końcu ile razy można oglądać Hogwart ze świadomością, że nigdy nie będę miała peleryny-niewidki i mapy Huncwotów :p
8. Jak określiłabyś swój charakter?
Pierwsza nominacja, pytanie 7. :)
9. Gdzie pojechałabyś w podróż swojego życia?
Życia? Skoro życia, to do Dortmundu. Jeśli Marco nie chce przyjechać do mnie, to ja pojadę do niego :p Mam nadzieję, że zdążę, zanim zmieni klub!
10. Ulubiona pora roku?
Latolatolatolatolato. Chociaż tak po dłuższym namyśle, to chyba ta część lata, w której zaczyna się Bundesliga - wtedy wracają najlepsze weekendy.
11. Jak zaczęła się twoja przygoda z ulubionym klubem sportowym?
To w sumie ciekawa historia... Może zacznę od tego, że kibicem futbolowym jestem już od 10 lat, kiedy to obejrzałam finał Ligi Mistrzów pomiędzy Liverpoolem a Milanem. Prawdziwy przełom w mojej 'historii klubowej' nastąpił jednak 5 lat temu, gdy tata zabrał mnie na mecz Lecha z Lechią Gdańsk. Od tego czasu regularnie śledzę Ekstraklasę. W tym samym sezonie Kolejorz został mistrzem, a Sławek Peszko odszedł do FC Köln, nad czym bardzo ubolewałam. A jak wiadomo, z Kolonii do Dortmundu, gdzie grał już Lewandowski z Piszczkiem i Kubą, całkiem niedaleko... Nie ukrywam, że swój wkład w moją miłość do Borussii miał wtedy 'przystojny Götze' (na którego teraz nie mogę patrzeć, ale to nieważne), na szczęście teraz po prostu kibicuję temu klubowi na dobre i na złe. I cieszę się, że mogę to robić. Jednocześnie przepraszam, że aż tak się rozpisałam, ale po prostu lubię o tym mówić :p


Tyle :)
Moje pytania do:
http://poki-smierc-nas-nie-rozlaczy.blogspot.com
http://lose-a-bet.blogspot.com
http://nadzieja-uczy-czekac.blogspot.com

1. Dlaczego głównym bohaterem Twojego opowiadania jest piłkarz?
2. Czym się kierujesz, dobierając cechy charakteru postaci?
3.Czym / kim się inspirujesz, pisząc swojego bloga?
4. Czytasz blogi o innej tematyce niż piłkarska?
5. Ulubiony sport?
6. Chodakowska czy Lewandowska?
7. Ulubiona potrawa?
8. Z czego słynie miejsce, w którym mieszkasz?
9. Pierwsza rzecz, którą robisz po przebudzeniu... :)
10. Jak wygląda idealny dzień?
11. Gdzie chciałabyś znaleźć się w tej chwili?


PS. Jest okazja, będzie prywata: Kochane, od niedzieli na drugim blogu czeka na Was nowiutki rozdział:
http://dancingqueen-footballstar.blogspot.com/2015/08/dwa-impreza.html
Bardzo proszę o komentarze, to dla mnie bardzo ważne, bo chcę znać Waszą opinię :) Pozdrawiam :)

piątek, 14 sierpnia 2015

13. Wir könnten uns befreunden

<Marco>
   -Nareszcie w domu! - odetchnąłem z ulgą, stawiając stopę na płycie dortmundzkiego lotniska. Auba spojrzał na mnie z pogardą.
   -Mów za siebie. - bąknął, majestatycznie zadzierając głowę. -Ja do domu mam bardzo, bardzo daleko.
   -Jeśli będziesz tak pajacował, rząd Gabonu odbierze ci obywatelstwo, bo czasami wstyd się do ciebie przyznać. Emigracja na Antarktydę zostanie twoją ostatnią deską ratunku. Pamiętaj, żeby kupić grube futro i na miejscu zbudować igloo.
   -Reus, nagrzebiesz sobie. - roześmialiśmy się oboje. -Ty też przygotuj się na eskapadę, bo ostatnio otrzymałem telefon od pani kanclerz Niemiec i dowiedziałem się, że zamierza cię wydziedziczyć. Nie masz wyboru, pojedziesz ze mną.
   -Wspomniała też, że da mi szansę, jeśli zostanę królem strzelców na przyszłorocznym mundialu, więc nie spieszyłbym się z tą przeprowadzką. - zerknąłem na przyjaciela z góry. -Widzisz, jest jeszcze nadzieja.
   -Nadzieja matką głupich. - podsumował, po czym znów zaczęliśmy się śmiać. -Ale nie zapominaj, że przed spotkaniem z eskimosami masz jeszcze misję do spełnienia, tu, na ziemi.
   -Nawet trzy. - poprawiłem go z dumą. -Muszę zobaczyć się z Caro, co niezbyt mi odpowiada, ale niech już będzie, załatwię to szybko i bezboleśnie. W sobotę bawimy się na weselu Roberta i Anny, a na końcu lecimy z Leną na premierę tego jej filmu. Szlag mnie trafia na samą myśl.
   -Nie przesadzaj. - żachnął się Pierre, ściągając z taśmy bagażowej swoją walizkę. -To jednorazowa akcja, przebolejesz. Zastanów się, co za każdym razem przeżywa Götze, gdy jego dziewczyna rozbiera się do kilkunastu sesji w miesiącu i na okładkach przeróżnych gazet ogląda ją każdy facet. To dopiero dramat!
   -Może masz rację, z tą różnicą, że on przyzwyczaił się do faktu, że żyje z modelką i na tym polega jej praca.
   -A ty od teraz będziesz żył z młodą aktoreczką i co? - uniósł brwi, lustrując mnie kątem oka. -Poza tym, obiecała ci, że więcej tego nie zrobi, no nie?
   -Niby tak, co nie oznacza, że za kilka tygodni nie wpadnie na inny pomysł. Przecież śpiewa i gra na gitarze, może zapragnie nagrywać jakieś erotyczne teledyski?
   -Marco, błagam, ciebie nie da się słuchać. - moje obawy wyraźnie go bawiły. -Zrozumiała, że popełniła błąd, podpisując kontrakt w Hiszpanii za twoimi plecami, więc przestań wymyślać, inaczej... Cholera.
   Przeszliśmy do terminalu i naszym oczom ukazała się grupka rozwrzeszczanych fanów, gotowych do ataku. Nie było wyjścia, wziąłem od kierownika drużyny marker i rozpocząłem żmudne rozdawanie autografów na śnieżnobiałych kartkach. Dookoła błyskały aparatowe, irytujące flesze, które po wczesnej pobudce bezlitośnie drażniły wzrok i zapewniały widmowy, trupioblady wygląd na zdjęciach. Z grzeczności przystanąłem, by zapozować, ponieważ i tak nic nie stracę - po sieci krążą bowiem tak tragiczne fotografie z rozgrywanych meczy, że te z fanami to niemalże arcydzieła sztuki. Kilka lat temu chciałem nawet wywołać te najstraszniejsze i stworzyć kolaż w antyramie, lecz szybko z tego zrezygnowałem. Uznałem, że tego typu zbiór będzie świetnym prezentem na następne urodziny Auby. Mam prawie cały rok, by skompletować mu tą piękną składankę.
   Skupiałem się na liczeniu złożonym fanom parafek, próbując odciąć się od słów kierowanych w moją stronę. Sprytniejsi koledzy zdążyli założyć na uszy słuchawki, czego w duchu szczerze im zazdrościłem. Gest ten nie wyrażał arogancji, po prostu niektóre teksty nie mieściły się w mózgu. Oczywiście, zawsze miło słyszeć, że ktoś uwielbia twoją grę, że wzoruje się na twoich osiągnięciach, chce, byś przedłużył kontrakt z Borussią oraz zdobywał z nią punkty i trofea. Gdy jednak wśród tych pochwał dociera do ciebie, ile dziewczyn cię kocha, ile podziwia twoje mięśnie, ile marzy o pójściu z tobą do łóżka, twoim jedynym życzeniem staje się natychmiastowe ogłuchnięcie, w szczególności, gdy trwasz w szczęśliwym związku. I nie jest to przejaw egoizmu. To czyste stwierdzenie faktu.
   Zbierałem się do wyjścia, kiedy chłopiec niewiele starszy od Nico pociągnął mnie za bluzę. Cofnąłem się, nie mam serca odmawiać dzieciakom w wieku zbliżonym do mojego ukochanego chrześniaka. Pochyliłem się, na co podsunął do podpisu koszulkę z moim nazwiskiem. Spytałem o imię, złożyłem autograf, jego ojciec zrobił nam zdjęcie. Odwracając się dostrzegłem grupkę nastoletnich fanek, liczących na moją sygnaturę, lecz zwróciłem uwagę również na to, iż zespół czeka już tylko na mnie, a Klopp i Aubameyang zostali nawet przy drzwiach, zatem grzecznie przeprosiłem i ciągnąc za sobą walizkę, udałem się w ich kierunku. Trener zaciskał usta, w przeciwieństwie do ciemnoskórego napastnika, szczerzącego się od ucha do ucha.
   -Przez was osiwieję szybciej, niż planowałem. - warknął Jürgen i ruszył do przodu, na co z Aubą stłumiliśmy śmiech. Niekiedy ciężko przewidzieć, czy nasz coach żartuje, czy naprawdę nam grozi.
   -Na czym skończyliśmy? - spytał Pierre-Emerick, w niewiadomym celu lustrując tarczę zegarka. -Ach, prawiłem ci kazanie na temat Leny. Zatem odpuść tej dziewczynie i pozwól jej na rozwój. Sam się później przekonasz, że będzie ci ogromnie wdzięczna.
   -Łatwo ci tak mówić, bo masz żonę i dziecko. - mruknąłem w kąśliwym uśmiechu. Popatrzył na mnie zaskoczony.
   -Woody, to, że noszę obrączkę na palcu i wychowuję syna, tak naprawdę nic nie zmienia. Musisz sam tego doświadczyć, wtedy dojdziesz do wniosku, że to prawda.
   -Mam jeszcze mnóstwo czasu.
   -Nie rozmawiacie o...
   -Nie. - uciąłem szybko. -Głównie ze względu na Lenę. Z mojego punktu widzenia mógłbym już zostać ojcem, mam dwadzieścia cztery lata i dużo nauczyłem się od Yvonne, ale ona ciągle jest młoda, studiuje. Ponadto, chyba nie znaleźlibyśmy wolnej chwili dla takiego maleństwa.
   -Musielibyście. - zauważył słusznie i przyznałem mu rację. -Narodziny dziecka wywracają życie człowieka do góry nogami, ale nigdy nie pożałujesz. Gwarantuję ci to.
   -Zobaczymy. - odparowałem z przekąsem. Gabończyk jedynie wzruszył ramionami. -Wejdźmy już do tego autokaru, bo Klopp za chwilę wyleci po nas z kałasznikowem.
   -Zgadzam się - parsknął, po czym wrzuciliśmy torby do schowka bagażowego. Zanim jednak znaleźliśmy się w środku, przyjaciel zatrzymał się na schodach. -Wiesz, co masz dziś zrobić?
   -Napisać do Carolin. - odpowiedziałem przewracając oczami. -I o wszystkim ci donieść. Raz już dostałem w twarz za akcję z nią, więc przysięgam, że zadanie zostanie wykonane, kapitanie.
   Uśmiechnął się tryumfalnie, po czym wdrapał się na górę i zajęliśmy swoje miejsca, a kierowca mógł wreszcie dostarczyć nas pod Signal Iduna Park.


~~~


   Siedziałem w przytulnej i dość sympatycznej kafejce jakiś kilometr od centrum, przeglądając portale internetowe w telefonie i sącząc z wysokiej szklanki truskawkowo-jagodowy koktajl. Wybrałem stolik w kącie na drugim końcu sali, ponieważ chciałem uniknąć ciekawskich spojrzeń i ukrytych szpiegów, których mogłem spodziewać się wszędzie. Szczęśliwie nie był zajęty. Często przychodziliśmy tutaj w niedzielne wieczory lub nawet w tygodniu, by odpocząć i porozmawiać. Nie z chłopakami, nie z Leną, a z Carolin, gdy tworzyliśmy jeszcze parę. Właśnie dlatego wczorajszego wieczora poprosiłem ją o spotkanie akurat w tym miejscu. Oboje znaliśmy je bardzo dobrze i wiążemy z nim same dobre wspomnienia.
   Mało brakowało, a umówienie się z nią zupełnie wypadłoby mi z głowy. Gadałem z moją dziewczyną na Skype, opowiadała, że dopada ją zmęczenie i coraz częściej myśli tylko o tym, by wrócić do domu. Cieszyła się, że wykorzysta ślub Lewego i Ani na krótkotrwały relaks, który z pewnością pomoże jej w dokończeniu zdjęć. Przypomniałem jej, iż zostało naprawdę niewiele i w ostatnich dniach również powinna dać z siebie tyle, ile wkładała w tą produkcję od samego początku. Po którejś tego typu wymianie zdań odebrałem mms-a od Aubameyanga, przedstawiającego jego niezbyt przystojną twarz, wykrzywioną w grymasie złości. Od razu oprzytomniałem. Nie przerywając łączności z Leną, napisałem do Caro, podając jej w wiadomości miejsce spotkania i numer telefonu. Czułem, że oszukuję ukochaną, lecz wszystko, co robiłem, miało dobre intencje. Zamierzałem jedynie uświadomić mojej ex, iż powinna sobie odpuścić. Niczego więcej nie oczekiwałem i nie planowałem.
   Podniosłem wzrok, kiedy zamknęły się drzwi i nasze spojrzenia połączyły się. Pierwsze, o czym pomyślałem, to sytuacja, do jakiej ostatnio dopuściliśmy, drugie: jej znów atrakcyjny wygląd. Opadające na ramiona włosy, delikatny makijaż, głęboki dekolt i spodnie opinające jej kształtną pupę. Aubameyang... Idź do diabła z tymi uzdrowicielskimi poradami. Przywitałem się, odsunąłem dla niej krzesło, po podejściu kelnera złożyła zamówienie i zerknęła na mnie przenikliwie.
   -Nie pijesz? - spytała, wskazując należący do mnie napój. Pokręciłem przecząco głową.
   -Wznowiliśmy treningi, jutro także odbędą się zajęcia. Gdyby Klopp zobaczył mnie z drinkiem w ręku, na własne życzenie popadłbym w problemy.
   -Rozumiem. - uśmiechnęła się, odgarniając kosmyki włosów opadające na jej policzki. Westchnąłem. Tylko spokojnie, Reus. Nie bierz udziału w jej grze.
   -Dlaczego nalegałaś na to spotkanie? - przeszedłem do sedna, gdy młody mężczyzna dostarczył zamówiony przez nią trunek i odszedł. Upiła niewielki łyk, po czym zaczęła obracać szklankę w dłoniach.
   -Uznałam, że musimy wyjaśnić to, co wydarzyło się w twoim mieszkaniu. - odpowiedziała. -Nie wiem, co mną kierowało, ale przepraszam cię za to.
   -Ale ja wiem. - położyłem dłonie na blacie i pochyliłem się ku niej na kilka sekund. -Chciałaś mnie uwieść, Carolin. I przyznaję, prawie osiągnęłaś cel. Żałowałbym do końca życia, gdybym pozwolił ci na więcej.
   -Przepraszam. - powtórzyła, przygryzając wargę.
   -Przeprosiny przyjęte.
   -Nie zastanawiało cię to, Marco? - zatopiła się w moich tęczówkach, na co zmarszczyłem czoło. -Nie zrzucaj na mnie całej winy. Odtrąciłbyś mnie automatycznie, gdybyś tylko tego zapragnął, a ty mi uległeś, całowaliśmy się, dotykałam cię. Przerwałeś wyłącznie dlatego, że ruszyłam twoje włosy. Nie zaprzeczaj, znam cię.
   Toczyliśmy walkę na spojrzenia, którą przegrałem. Tłumaczyłem się męskimi emocjami i momentami słabości, lecz te argumenty nie mają żadnej wartości. Gdyby uczucia wygasły, odepchnąłbym ją, tymczasem nawet na to nie wpadłem. Byłem pewien, że jej nie kocham, więc co, na litość Boską, natchnęło mnie do wykonania następnego kroku? A Lena? Jak po tym wszystkim nadal patrzeć jej w twarz?
   -Dobra. - poddałem się, krzyżując ręce na piersi. -Jaki masz w tym wszystkim interes? Ktoś ci zapłacił?
   -Żaden. - wzruszyła ramionami z ironicznym uśmiechem. -Po prostu udowodniłam nam obojgu, że wciąż jest dla nas szansa. Ciągle możemy spróbować od nowa, prawda?
   -A twój facet?
   -Rozstaliśmy się... To ja z nim zerwałam. Zgodnie z tym, co ci mówiłam, spędzaliśmy ze sobą niewiele czasu, przestaliśmy do siebie pasować i podjęłam decyzję o zakończeniu tego związku.
   -Jesteś śmieszna. - podsumowałem opryskliwie. -Wierzysz, że postawię krzyżyk na Lenie, żebyśmy do siebie wrócili? Kocham ją i dzięki temu, co się stało, zdałem sobie sprawę z siły tej miłości.
   -A poinformowałeś ją o zajściu między nami?
   -Nie, ale mogę to zrobić. - odparowałem natychmiastowo. W tamtej chwili byłem gotowy wyznać jej całą, najgorszą prawdę. Caro uniosła brwi.
   -Nieczysta zagrywka, blondasku. - zachichotała zwycięsko. Zdobywała nade mną przewagę, a mnie brakowało podłoża, by wyhamować ten proces. Wymuszała na mnie zdradzenie Polce naszego wspólnego sekretu i powoli ogarniałem, iż stawia mnie pod ścianą. Westchnąłem ciężko.
   -Co ty kombinujesz? - spytałem bezradnie, ostatecznie oddając jej dowodzenie. Nagle spoważniała i po raz kolejny wzięła łyk alkoholu.
   -Nic, nie martw się. - obdarzyła mnie jednym z piękniejszych uśmiechów, przez co totalnie się wykoleiłem. Nie pojmowałem już, po jakim torze biegnie ta rozmowa. -Nie będę uparcie wciągała cię w intymną relację, bo ze związku przyjemność powinny czerpać obie strony. Rozważałam jednak wszystkie wady oraz zalety naszej znajomości i stwierdziłam, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Rozumiem, że mi nie ufasz, nie neguję tego, ale chcę odbudować swoją pozycję w twoich oczach, Marco. Co ty na to?
   Gapiłem się na nią, jak na psychopatkę, która uciekła z wariatkowa. Rozstaliśmy się w zgodzie, lecz nigdy nie przypuszczałem, iż ponownie przyjdzie mi się z nią skonfrontować, dodatkowo w takich okolicznościach. Nie była złym człowiekiem, miałem tego świadomość. Może zwyczajnie się pogubiła i potrzebowała pomocy starych znajomych... Którą kiedyś obiecałem jej zaoferować. Kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje, no nie? Opcja wycofania się będzie istniała wiecznie.
   -Od czego mielibyśmy zacząć? - dopytywałem podejrzliwie, obserwując reakcję dziewczyny. Iskierki w jej oczach zapłonęły.
   -Od ciebie. - oświadczyła ku mojemu zaskoczeniu. -Chciałabym przekonać się, jak zmieniło się twoje życie.
   -Nie zmieniło się. - parsknąłem. -Mieszkam w Dortmundzie i gram w piłkę dla Borussii. Trochę się postarzałem i to w zasadzie jedyna różnica.
   -Pojawiła się Lena. - zasugerowała delikatnie. Gwałtownie odwróciłem głowę, paraliżując ją wzrokiem bazyliszka.
   -Nie mieszaj jej do tego. - warknąłem, zaciskając palce na pustym już naczyniu. Cień uśmiechu przemknął przez jej usta.
   -Jest częścią twojej codzienności. - drążyła. -Chętnie ją poznam. Prawdopodobnie mnie nie polubi, ale to całkiem zrozumiałe.
   -Nie sądzę, że to dobry pomysł. - upierałem się, pocierając dłonią policzek. Byłem w stanie przyjąć do wiadomości, iż chce odnowić naszą relację, ale na konfrontację z moją ukochaną chyba za wcześnie. Z drugiej strony, nigdy nie oczerniałem Carolin w oczach Leny, więc żadna z nich nie posiada podstaw, by obrażały siebie nawzajem.
   -Nie musisz niczego się obawiać. - zapewniała. -To, co nasze, pozostanie nasze. Nie będę wytrącać jej z równowagi, a jeśli nie dojdziemy do porozumienia, usunę się. Słowo honoru.
   Przymknąłem powieki, uśmiechając się półgębkiem. Chyba nie mamy nic do stracenia. Potrafiłem trzymać swoją ex na dystans, a moja mała Polka zapewne dobrze wie, jak się z nią obchodzić. Coś podpowiadało mi, że ponownie postępuję jak naiwne dziecko, ale to jej ostatnia szansa. Kolejnej nie otrzyma.
   -W porządku, zgadzam się. - oświadczyłem rozkładając ręce. Niewinnie opuściła wzrok, uśmiechając się subtelnie.
   -Więc od początku. - wyciągnęła do mnie dłoń. -Jestem Carolin.
   -Marco. Miło mi cię poznać.


Zapowiedź rozdziału 14.:
"Odsunęła się, a ja patrzyłam, jak żegna się z Reusem i rzucając krótkie 'cześć', wychodzi na klatkę. Palące spojrzenie chłopaka przeszywało moją twarz, lecz nie byłam w stanie się poruszyć. Zwyczajnie nic nie rozumiałam.
-Mała... - zaczął, obejmując mój bezwładny nadgarstek. -Potwornie zbladłaś... Usiądź.
-Nie dotykaj mnie. - syknęłam, odwracając się w stronę okna. Potrzebowałam dwóch minut ciszy, by dojść do siebie. -Od kiedy to trwa?"


***


Dziś krótko i w miarę na temat:
1. Rozdział tak naprawdę o niczym. Za to zapowiedź pewnie dała Wam do myślenia... O to chodziło :))
2. Dostałam kolejną nominację do Liebster Blog Award i dziękuję za nią. Zdaję sobie sprawę, że osobom, które mnie obserwują (szczególnie na dwóch blogach), robię ostatnio straszny spam, ale nic na to nie poradzę. Może to się kiedyś skończy :p A odpowiedzi podam w niedzielę :)
3. W niedzielę opublikuję też drugi rozdział o tancerce i piłkarzu. Więcej tam :)
4. Najważniejsze na koniec: dziś wraca Bundesliga! *.*