sobota, 29 sierpnia 2015

15. Also wird Lewa schneller ein Taufpate, na?

   Z błogiego i dość głębokiego snu wyrwał mnie intensywny zapach świeżej, dopiero co zaparzonej, porannej kawy. Otworzyłam oczy i dotarło do mnie, że przecież przebywamy jeszcze w jednym z warszawskich hoteli, a w nocy wróciliśmy z poprawin wesela Ani i Bobka. Nie rozumiałam zatem, co cudowna kofeina robi w naszym pokoju, lecz gdy odwróciłam głowę, wszystko stało się jasne. Na stoliku przy łóżku czekała taca ze śniadaniem, natomiast Woody łaził po pomieszczeniu w czarnym t-shircie i niebieskich bokserkach, pałaszując sporych rozmiarów kanapkę. Zatrzymał się, gdy dostrzegł, że go obserwuję i uśmiechnął się przez zaciśnięte usta.
   -Dzień dobry. - zaświergotał przesuwając dłonią po przyciskach podnoszących zewnętrzne rolety, wpuszczając jednocześnie do środka promienie słoneczne. -Dobrze spałaś? Nie miałem serca cię budzić, ale zbierałem się, by to zrobić, bo twoja kawa stygnie. Smacznego.
   -Dziękuję. - rzuciłam z wdzięcznością i wyciągnęłam rękę po posiłek. Zanim jednak ugryzłam pierwszy kęs, skarciłam mojego chłopaka wzrokiem. -Przestań wyrabiać te kilometry i wróć do łóżka, proszę.
   Obrzucił mnie zaskoczonym spojrzeniem, po czym połknął to, co miał w buzi i roześmiał się głośno. Dźwięk roznosił się po ścianach jeszcze jakieś pół minuty, a ja cierpliwie oczekiwałam jakiegoś wytłumaczenia.
   -Myślałem, że boisz się o dziurę w podłodze. - z wyszczerzem na twarzy uniósł brwi, hamując kolejny atak głupawki. -Okej, już idę.
   Ściągnął koszulkę, rzucił ją na fotel i po pas wsunął się pod kołdrę. Przytuliłam się do niego bez większego zastanowienia, na co objął mnie ramieniem, gładząc palcami jego górną część. Nie chciałam zgrywać kochającej dziewczyny, chciałam pokazać, że mi na nim zależy nawet, jeśli wiecznie zrzędzę.
   -Pamiętasz, że lecisz dziś do Hiszpanii? - spytał, na co przymknęłam powieki. Brawo, Reus, jesteś taki romantyczny.
   -Zawsze idealnie strzelisz pytaniem. - zripostowałam kąśliwie, przewracając oczami. Westchnął.
   -Upewniam się. - usprawiedliwiał swą dociekliwość. Oczywiście, pewnie zastanawia się, czy może wieczorem zaprosić do mieszkania Carolin Böhs. Ugh, przy najbliższej okazji usmażę ją na grillu i przyprawię chilli.
   -Na szczęście tym razem na ostatnie kilka dni. Dwie doby zdjęć, jakaś kolacja i może pokażą nam pierwsze efekty. A później mogę już na dobre się stamtąd wyprowadzić.
   -A premiera?
   -To już inna sprawa. No i będziesz tam ze mną. - uniosłam głowę, by sprawdzić jego reakcję. Wykrzywił się.
   -Skoro nie pozostawiasz mi wyboru...
   -Nie pozostawiam. - ostrożnie zmierzwiłam jego włosy, by przypadkiem nie udławił się przełykanym właśnie pomidorem. -W zasadzie sam zamknąłeś sobie drogę ucieczki, obiecując mi swoją obecność.
   -I dotrzymam słowa. - dodał unosząc brwi. -Ale najpierw daj mi dobrą radę: powinienem kupić środki nasenne czy opaskę na oczy?
   -Co? - zmarszczyłam czoło, oczekując dokładniejszych wyjaśnień. Wypowiadając to zdanie sądził chyba, iż do mózgu wszczepiono mi czytnik jego myśli. Jęknął z dezaprobatą.
   -No wiesz: pytam, czy film jest tak nudny, że lepiej go przespać czy tak wyuzdany, że lepiej na niego nie patrzeć.
   -Marco... - zerknęłam na niego litościwie, kiedy ponownie się roześmiał. -To żart?
   -Tak trochę. A mówiąc poważnie, nie ukrywam, że boję się to oglądać.
   -Dlaczego? - odwróciłam się tak, iż siedziałam teraz przodem, by móc rejestrować każdy ruch jego mięśni twarzy. Westchnął ciężko.
   -Dobrze wiesz, dlaczego. - mruknął wyciągając rękę po swój kubek z kawą. -Gdybym tylko mógł, nie przestudiowałbym tej produkcji nigdy w życiu, lecz jeśli nie zrobię tego na premierze, z pewnością z czystej ciekawości pójdę do kina, więc lepiej przebrnąć przez to bagno najszybciej, jak to możliwe. Pierwszy i ostatni raz.
   -Kochanie, jeśli naprawdę nie...
   -Lena, gdy włożyli ci stopę w stabilizator, a ja odmówiłem zabrania cię na mecz w Amsterdamie, przekonałaś się, że nie zmieniam zdania, gdy nie zachodzi potrzeba. Teraz też obstaję przy swoim i nie próbuj tego negować.
   -Kocham cię. - rzuciłam wtulając policzek w jego obojczyk, na co zatopił wargi w moich włosach. -I kocham twoją stanowczość.
   -I powiedz jeszcze, że jestem najlepszym piłkarzem na świecie, wtedy będę wielce ukontentowany.
   Nagły atak śmiechu, jaki mnie dopadł sprawił, iż odsunęłam się od Niemca, obejmując brzuch rękoma, by móc się uspokoić. Woody przyglądał się moim poczynaniom mocno zniesmaczony, zatem przypuszczałam, że zaraz strzeli focha. A podobno to moja robota!
   -W porządku, zgadzam się. - wyprostowałam się, po czym ujęłam jego twarz w obie dłonie. -Marco James'ie Reus, jesteś najlepszym piłkarzem na świecie. Do tego najprzystojniejszym, najcudowniejszym, najlepiej zbudowanym i najbardziej czarującym facetem. Najinteligentniejszym raczej nie, lecz to ci chyba nie przeszkadza.
   -Nie. - potwierdził i nie czekając dłużej, ostrożnie musnął moje usta. Obejmując mnie w pasie, przyciągnął do swojego ciała, wsuwając ręce pod koszulkę. I zapewne nasz poniedziałek zacząłby się tak, jak pragnęliśmy tego w tamtej chwili, aczkolwiek pewna para pokrzyżowała nam plany. Usłyszeliśmy krótkie pukanie, a sekundę później w progu stanęli Mario oraz Ann-Kathrin. Zatrzymali się tam, dopóki Marco nie pozwolił mi odsunąć się na bezpieczną odległość. Szybko poprawiłam nocny t-shirt, a mój chłopak oczywiście przeczesał rozwichrzone włosy.
   -Widzę, że śniadanko zjedzone, kaca brak... - palnął Götze z kąśliwym uśmieszkiem. -Dzień dobry, gołąbeczki! Wstajemy, dzień już się zaczął, słoneczko pięknie świeci, czas wysunąć dupkę z cieplutkiej pościeli! Woody, zanim wysuniesz swoją, upewnij się, że ją odziałeś. Nie muszę oglądać cię tak, jak stworzonego przez Boga.
   -Ktoś tu jednak ma kaca. - bąknął blondas, wywołując tym samym oburzenie przyjaciela. -A swoją drogą, tęskniłem za tym, Mario. Na obozach i meczach wyjazdowych Auba budzi mnie torpedami z ręczników lub pociskami z papierowych kulek. Nie umiem określić, co gorsze.
   -Oho, więc zagadka twojej postępującej głupoty rozwiązana! - Monachijczyk wyciągnął przed siebie palec, kreśląc nim kółka w powietrzu. -Jego broń uderza w twój mózg, a on kruszy się pod wpływem uderzenia. No co, jestem ścisłowcem, w gimnazjum miałem piątkę z fizyki.
   Panowie mierzyli swe sylwetki niemalże z żalem, a Ann i ja wymieniłyśmy porozumiewawcze spojrzenia. Duet Götzeus znów w natarciu. Utrzymywali stały kontakt przez internet i komórkę, a gdy tylko się spotykają, pajacują, dopóki ktoś nie wyznaczy im granicy normalności. Lub dopóki zwyczajnie jej nie przekroczą.
   -Dobra, wygrałeś. - oświadczył Reus, przewracając oczami. -Co was sprowadza w nasze... Emm... Skromne progi?
   -Wycieczka. - wyjaśnił hasłowo Mario, najwyraźniej dumny ze swojej zwięzłości. Spojrzeliśmy na niego nic nie rozumiejąc.
   -Wpadliśmy na pomysł pozwiedzania Warszawy. - uzupełniła modelka. -Podczas Euro nie starczyło nam czasu, a ty i Robert przecież stąd pochodzicie. Pomyśleliśmy z Mario, że może zechcielibyście wcielić się w rolę przewodników dla kilku niemieckich turystów...
   -Jasne, z wielką chęcią. - odpowiedziałam uśmiechając się szeroko. -Lewy na pewno też na to przystanie. Śpią jeszcze z Anią?
   -Tego nie sprawdziliśmy. - brunet wzruszył ramionami. -Nie wypada, no nie? Zakładam, że nie śpią, tylko konstruują ci chrześniaka, Lena.
   -Mario! - krzyknęła Ann, kilkakrotnie waląc go w głowę. -Zaraz wyślę cię na izbę wytrzeźwień!
   -Chrześniaka nie doczekam się jeszcze kilka lat. - przyznałam, wciąż zanosząc się śmiechem. -Anka trenuje karate, obecnie nie planują dzieci.
   -W takim razie prędzej Lewy zostanie ojcem chrzestnym, co? - zabawnie poruszył brwiami, na co Marco głośno wypuścił powietrze z ust. Odniosłam wrażenie, iż moje podbrzusze eksploduje od potężnej dawki humoru.
   -Dość, Götze, wychodzimy. - jego ukochana złapała go pod ramię i niemal siłą wystawiła za drzwi. -Przepraszam. Daj znać, jeśli coś ustalicie, okej?
   -Już do nich dzwonię, odezwę się. - podniosłam się z łóżka w poszukiwaniu telefonu, lecz zanim wykręciłam numer do Bobka, zerknęłam znad ekranu na Woody'ego. Obserwował mnie z tajemniczym bananem na ustach.
   -Żarciki żarcikami. - podsumował pod nosem. -Ale jeszcze tak się stanie, zobaczysz.


~~~


<Marco>
   Późnym popołudniem wylądowaliśmy z powrotem w Dortmundzie, ponieważ jutro Klopp odbierze nam wszystkie przywileje, jakie otrzymaliśmy w związku ze ślubem Lewego oraz Anny i wznowimy przygotowania do pierwszego meczu w nowym sezonie Bundesligi. Ten zbliżał się wielkimi krokami i powoli wypełniał swym istnieniem nasze głowy. Chcieliśmy dobrze wejść w rozgrywki i możliwie jak najdłużej utrzymać formę godną wicemistrza Niemiec. Ciągle mamy wiele do udowodnienia, nie tylko największym i najgroźniejszym rywalom, ale i kibicom oraz sobie samym. Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego będziemy gotowi, by podjąć to wyzwanie.
   Kilka następnych dni przeżyłem w stresie, ze względu na niepokojące informacje z Barcelony. Lena skarżyła się na coraz częstsze bóle brzucha, problemy ze snem i ogólne osłabienie organizmu. Wprawdzie skończyli już zdjęcia do filmu, aczkolwiek wciąż w napięciu oczekiwali dnia premiery. Wczoraj spotkali się, by wspólnie zjeść pożegnalną kolację, po której otrzymałem od niej sms-a, że opuściła towarzystwo znacznie wcześniej, bo źle się poczuła, miała zawroty głowy i uznała, iż lepiej położyć się do łóżka. Nie odebrała ode mnie telefonu, tłumacząc to potrzebą ciszy i spokoju, więc po prostu jej go dałem, choć w rzeczywistości cholernie się o nią martwiłem. Winą za jej kiepski stan zdrowia obarczałem siebie - zbyt późno doszedłem do wniosku, że mogłem ugryźć się w język, gdy w Warszawie rozmawialiśmy na temat premiery i nie przelewać na nią swoich obaw. Była wystarczająco zestresowana tym faktem, a ja dołożyłem dodatkowo swoje wątpliwości i uwagi. Niestety, czasu już nie cofnę, lecz gdybym tylko dostał wolne, zapewne bukowałbym już bilety na samolot do Hiszpanii, jednak nawet na to nie liczyłem. Trener nie uznałby złego samopoczucia mojej dziewczyny za sytuację awaryjną, pilną czy poważną, więc pozostało mi odczekać ten pieprzony tydzień do pokazu. Uzbrój się w cierpliwość, Reus, nic innego ci nie pomoże.
   Po którymś z treningów, który trwał dla mnie w nieskończoność, odebrałem wiadomość od Carolin. Pytała, czy znajdę chwilę czasu, by wyskoczyć z nią na kawę. Zgodziłem się. Być może właśnie tego potrzebowałem - trochę luzu i małej odskoczni, dzięki której spojrzę na problemy Leny przychylniejszym okiem i bardziej opanowany. Poza tym, Caro przestała stosować wszelkiego rodzaju gierki i podchody, nie istniał zatem żaden powód, bym nie darzył jej zaufaniem. Znaliśmy się kilka lat, wiele razem przeszliśmy,  i miałem niemałe pojęcie o jej charakterze. Okej, na początku mnie zaskoczyła i to z grubej rury, ale wszystko wróciło do normy. Kontaktowaliśmy się jak kumpel z kumpelą. Po prostu.
   Umówiliśmy się w Vapiano i gdy wszedłem do środka, już na mnie czekała. Swego czasu regularnie jadaliśmy w tym miejscu, więc doskonale wiedziała, który stolik zająć. Przywitaliśmy się, po czym usiadłem naprzeciwko z kartą dań, by zamówić coś konkretnego. Na zajęciach z Jürgenem zgłodniałem jak wilk, ale to żadna nowość. Przeważnie wychodziłem ze stadionu z pustym żołądkiem, bo śniadania całą drużyną jadaliśmy zaledwie dwa razy w miesiącu. I tylko śniadania.
   -Zamówiłam twój ukochany makaron. - powiedziała z uśmiechem widząc, z jaką gorliwością lustruję menu. -Podadzą za dziesięć minut.
   -Boże, dzięki. - rzuciłem odkładając kartę. -Umieram z głodu. Auba wyjątkowo guzdrał się pod prysznicem i przez niego wyszedłem znacznie później, niż planowałem. Za karę następnym razem wykąpie się w butelce wody.
   -Co za okrutność, Marco. - roześmiała się pogodnie. -Kiedyś nie tryskałeś taką agresją.
   -Życie nauczyło mnie walczyć o swoje. Gdybym się nie starał, nie miałbym teraz miejsca w podstawowym składzie, uznania kibiców, statusu przywódcy... Nie miałbym też Leny. To długa historia. - dodałem, gdy dostrzegłem, że patrzy na mnie pytająco. -Może zabrzmię śmiertelnie egoistycznie, ale zdawałem sobie sprawę, że na nią zasługuję. I było warto.
   -Opowiedz mi o tym. - poprosiła splatając ze sobą palce obu rąk. Zmarszczyłem czoło.
   -O czym?
   -O waszej znajomości. Jak się poznaliście, jak zerwała z chłopakiem i jak wyglądała droga do waszego związku. Jeśli chcesz, oczywiście.
   -To żaden problem. - zapewniłem zaskoczony. -Pytanie, czy to ty na sto procent chcesz tego wysłuchać.
   -A dlaczego nie? - wzruszyła ramionami. -Obecnie mogę jej jedynie zazdrościć, więc trochę historii chyba mi nie zaszkodzi, prawda?
   Westchnąłem, uśmiechając się półgębkiem. Zawsze lubiłem wspominać ten okres mojego życia, choć wcale nie był prosty. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Lenę na lotnisku w Dortmundzie, wiedziałem, że kogoś ma. Mimo to, widywaliśmy się w miarę systematycznie i dość szybko zaczęliśmy się dogadywać, aż do przełomu na Ibizie, czego dalszą konsekwencją stały się wydarzenia w moim mieszkaniu. Wtedy wyjechała, a ja błyskawicznie za nią zatęskniłem... Całe szczęście, bo Štilić połamałby jej wszystkie kości. Zostawiła go, przeprowadziła się do Niemiec, a przez intrygę głupiego Lewandowskiego dowiedziała się, co do niej czuję. I w zasadzie w tym miejscu zdobyłem ją po raz pierwszy. Zamieszkała u mnie i pozwalała się zdobywać. Oboje doświadczaliśmy wzlotów oraz upadków, lecz potrafiliśmy się podnieść i pomóc sobie nawzajem. Jednak, gdy wyjechała w końcówce listopada... Nadal sądzę, iż to najgorszy miesiąc w mojej pieprzonej egzystencji. W tym czasie drażnili mnie wszyscy i wszystko, z wyjątkiem Nico. Ale został mi obficie wynagrodzony, bowiem kiedy Lena wróciła, została już na stałe. Tak jest do dziś i głęboko wierzę, że będzie już zawsze. To całkiem możliwe.
   Właśnie tyle przekazałem Carolin. Wystarczająco, by ją usatysfakcjonować, ale i nie zdradzać intymnych faktów naszego związku. To, co nasze, pozostanie nasze. Ona też wyznawała tą zasadę, więc powinna ją akceptować. Gadałem i gadałem, a ona słuchała, co jakiś czas robiąc przerwę na wpakowanie do ust zamówionego jedzenia. Z mojego talerza znikało w zaskakującym tempie, lecz to przecież normalne. Klopp i jego wyciski...
   -Mniej więcej tak to się potoczyło. - zakończyłem odkładając widelec. Zerknęła na mnie, ale z jej twarzy nie wyczytałem kompletnie nic.
   -To piękne, Marco. - przyznała zamyślona. -Teraz przynajmniej rozumiem, dlaczego tak bardzo ją kochasz.
   -Nie kocham jej za to, że musiałem sprawić, by mnie zechciała czy za to, że się o nią starałem. - sprostowałem. Zamierzałem rozbudować wątek, gdy usłyszałem nadchodzące połączenie. Obdarzyłem Caro przepraszającym spojrzeniem. -Wybacz, że odbiorę, ale to trener. Pewnie coś ważnego.
   -Marco? - wypalił, zanim zdążyłem się odezwać. Roześmiałem się. Tak błyskawiczny Jürgen dawno się nie ujawniał. -Bardzo jesteś zajęty?
   -No... Trochę. A o co chodzi?
   -Przyjedź ponownie do klubu. Musimy poważnie porozmawiać.
   -Ale...
   -Nie zadawaj zbędnych pytań. - mówił twardym, nieznoszącym sprzeciwu głosem. -I pospiesz się, proszę.
   Rozłączył się, pozostawiając mnie z totalną niewiedzą. Świetnie. Jeden problem z Leną to najwyraźniej zbyt mało.


***


Rozdział pisany torpedą, ale nawet jakoś wyszedł, jestem z niego zadowolona. Jest wprowadzeniem do tzw. 'akcji właściwej', czyli od 16-tki przechodzimy do sedna opowiadania :)

I jeszcze jedna informacja... Kochane, planuję zawiesić drugiego bloga, nie ze względu na brak rozdziałów, a brak czytelników. Nie wiem, skąd ten problem - jedna z Was napisała, że woli to opowiadanie... Więc okej. Ponieważ i tak Was kocham, zgodnie z obietnicą, wrzucę w poniedziałek rozdział czwarty. Jeśli pojawi się pięć komentarzy, dam mu jeszcze szansę. Jeśli nie - najpierw dokończę to, a później wrócę do tamtego. Może wtedy przekonacie się do bohaterów :)

Jestem potwornie zawiedziona losowaniem grup LE. Niemcy nie przyjadą do Polski :( Ogromna szkoda, ale nadzieja umiera ostatnia ♡
Do usłyszenia!

sobota, 22 sierpnia 2015

14. Du bist die schönste Trauzeugin, die ich irgendwann gesehen habe

   Kiedy po trzeciej próbie dostania się do mieszkania nie otworzył drzwi, wyjęłam klucze z torebki i już po chwili przekręcałam je w zamku. Weszłam do środka, wepchnęłam za sobą ogromną walizkę i uśmiechnęłam się szeroko. Do moich nozdrzy dotarł właśnie znajomy zapach jego mieszkania, za którym tak tęskniłam i który tak kochałam. Po sześćdziesięciu dniach zagranicą cieszył mnie nawet fakt, iż ponownie mogę go poczuć.
   -Marco? Jesteś w domu? - zawołałam pojawiając się w salonie. Pomieszczenie wręcz lśniło czystością. Skurczybyk, doskonale pamiętał, że właśnie dziś zamierzam przyjechać i zadbał o idealny wygląd swojej posiadłości. Nieważne, czy wynajął serwis sprzątający czy wziął to na siebie. Liczyły się dobre chęci.
   Zorientowałam się, iż nie otrzymałam odpowiedzi na swoje pytanie, więc zostawiłam bagaż przy schodach i udałam się do sypialni. O dziewiątej trzydzieści zazwyczaj już nie śpi, lecz tylko tam, ewentualnie w łazience mógł się obecnie znajdować. Uchyliłam drzwi, ale po Reusie ani śladu. Łóżko pościelone, okno otwarte, ubrania schowane w niedomkniętej garderobie. Skłonna pomyśleć, że pojechał na trening, dostrzegłam w przeciwległym kącie pokoju jego sportową torbę, przez co autentyczność tej teorii spadła do zera i dała mi jednocześnie do myślenia. Gdzie mogło go wynieść z samego rana, jeśli nie na stadion? Raczej nie na zakupy... Ostatnim, co przyszło mi do głowy było zwyczajne wykonanie telefonu i tak właśnie uczyniłam. Usiadłam na posłaniu, odliczając kolejne sygnały, wraz z którymi malała nadzieja na odzew z jego strony. Ostatecznie nie nastąpił i to już naprawdę mnie przeraziło. Mój mózg analizował setki wydarzeń, głównie negatywnych, jednak żadnego z nich nie chciałam dopuścić do wiadomości. W szczególności tego, że od wczorajszego wieczora nie wrócił do mieszkania z kilku różnych powodów.
   Skonsternowana zeszłam na dół, by zaparzyć kawę. Wstałam dziś przed piątą, specjalnie po to, aby zdążyć na wcześniejszy samolot i zrobić mojemu chłopakowi niespodziankę. Nie przewidziałam jednak, że i on ma wobec mnie cudowne plany, celujące w moje zszargane ostatnio nerwy. Siedząc na kanapie z kubkiem parującej kofeiny i smartfonem przy uchu, słyszałam kołatanie swojego serca i przyspieszony oddech. Nie potrafiłam skupić się nawet na tym, co aktualnie robiłam. Gdyby Woody jakimś cudem odebrał teraz połączenie, nadal trwałabym w tej samej pozycji, zapominając, po co od dwudziestu minut próbuję się z nim skontaktować. Najgorszemu wrogowi nie życzyłabym znalezienia się w takiej sytuacji.
   Nagle ktoś naparł na klamkę drzwi wejściowych, po sekundzie z hukiem je zamykając. Zerwałam się z sofy i z zaskoczeniem odkryłam, iż z korytarza dobiegają dwie tonacje głosów: męski i żeński. Co gorsza, rozpoznałam tylko jeden z nich.
   -Nigdy nie zdarzyło mi się nie przekręcić klucza w zamku. - odezwał się mężczyzna. -Chyba, że... Ale tak wcześnie?
   Jak oparzony wpadł do reprezentacyjnej części swej willi i pierwsze, na co zwrócił uwagę, to moja walizka. Dopiero później odszukał wzrokiem moją sylwetkę i zawiesił się na dłuższy moment. Wpatrywaliśmy się w siebie dość krótko, bowiem na więcej nie pozwoliła niska blondynka, która właśnie wyłoniła się zza pleców Marco, mierząc mnie sympatycznym, choć pewnym siebie spojrzeniem. Usiłowałam uspokoić wstrząsające mną delikatne drgawki, ale jej obecność skutecznie mi to uniemożliwiała. I nie było w tym nic zadziwiającego.
   -Lena... - wykrztusił wreszcie piłkarz, jakby nie dowierzając, że mnie widzi. -Przecież... Mówiłaś, że przylecisz później... Gdybyś zadzwoniła, odebrałbym cię z lotniska...
   -Myślałam, że jesteś zajęty... I najwyraźniej byłeś. - warknęłam przygryzając wargę, bo pod powiekami wzbierały już łzy bezradności. -W dodatku dość intensywnie, bo dobijałam się na twoją komórkę, odkąd tylko weszłam do mieszkania.
   -Prowadziłem auto, więc ją wyciszyłem... Dobrze zdajesz sobie sprawę, że zawsze tak robię.
   -Marco... - szepnęła jego towarzyszka, nim zdążyłam na niego naskoczyć, przez co sparaliżowałam ją wzrokiem seryjnego mordercy. Odwrócił się w jej kierunku. -Pójdę już, chyba powinniście pogadać. Zobaczymy się później.
   -Twoja znajoma nawet nie chce się przedstawić? - atakowałam dalej, lustrując ją z goryczą. -A może właśnie o to chodzi?
   -Prawdę powiedziawszy, czekałam na spotkanie z tobą... Ale w innych okolicznościach. - przyznała zbijając mnie z tropu, po czym podeszła i wyciągnęła do mnie dłoń. -Carolin Böhs.
   Gapiłam się na nią, doskonale wiedząc, jak głupio teraz wyglądam. Cud, że jeszcze nie wyparowałam ze złości, choć poczułam, że robi mi się słabo. Ściskałam właśnie rękę swojej rywalki, która pojawiła się w Dortmundzie nie wiadomo, skąd i po co. Doprowadzała mnie do szału, choć wydawało się, że ma dobre intencje.
   -Lena Lewandowska. - odparowałam wkładając wiele wysiłku w zachowanie klasy. -Jesteś...
   -Tak, ale nie wspominajmy o tym. - ucięła z serdecznym uśmiechem. -To przeszłość, dlatego nie myśl, proszę, że łączy nas coś więcej. Nic między nami nie zaszło.
   Odsunęła się, a ja patrzyłam, jak żegna się z Reusem i rzucając krótkie 'cześć', wychodzi na klatkę. Palące spojrzenie chłopaka przeszywało moją twarz, lecz nie byłam w stanie się poruszyć. Zwyczajnie nic nie rozumiałam.
   -Mała... - zaczął obejmując mój bezwładny nadgarstek. -Potwornie zbladłaś... Usiądź.
   -Nie dotykaj mnie. - syknęłam odwracając się w stronę okna. Potrzebowałam dwóch minut ciszy, by dojść do siebie. -Od kiedy to trwa?
   -Ale co? - spytał wzruszając ramionami. -Myszko, uspokój się i zaczniemy od początku, okej? Nie histeryzuj.
   -Martwiłam się... - wydusiłam ocierając spływającą po policzkach ciecz. -Gdzie byłeś, do cholery?!
   -Wstałem wcześniej i pojechałem na zakupy, bo wspominałaś, że wylądujesz w południe, więc zamierzałem przygotować obiad. W międzyczasie zadzwoniła Caro, sądziła, że mam trening, ale wtajemniczyłem ją w temat i zjedliśmy razem śniadanie na mieście.
   -A w nocy?
   -Spałem, w naszej sypialni. Sam. Zaraz... - spojrzał na mnie z bananem na ustach. -Uważałaś, że cię zdradzam? Serio?
   -A jak miałam to odebrać, co?! - uniosłam się, zerkając na niego z góry, bowiem zajął miejsce na obitym skórą meblu. -Od rana nie ma cię w mieszkaniu, nie odpowiadasz na moje sygnały, a na koniec wracasz ze swoją byłą... Dlaczego nie wiedziałam, że odnowiliście kontakt?
   -Chodź do mnie. - wyciągnął rękę, a gdy stanęłam wystarczająco blisko, wciągnął mnie na swoje kolana i mocno przytulił. -Po raz pierwszy Carolin zapukała tutaj niedługo po twoim wyjeździe. Rozmawialiśmy... Napisała do mnie, poprosiła o spotkanie, zgodziłem się. Bardzo chciała cię poznać. Zdecydowaliśmy, że będziemy podtrzymywać naszą znajomość na normalnym, koleżeńskim poziomie. Nic poza tym.
   -Dlaczego mi nie...
   -To by cię dodatkowo stresowało. - wyjaśnił, gładząc moje włosy. -Chciałem, abyś skupiała się tylko na tym, co masz do wykonania.
   -Powinnam być o tym poinformowana. - mruknęłam wtulając twarz w jego koszulę. -Cały czas powtarzałeś, że twoja ex jest w porządku, ale nie sądzisz, że jej ponowny przyjazd do Dortmundu ma jakiś cel?
   -Pewnie ma. Zaznaczyłem, że to jej ostatnia szansa, a ona obiecała, że nie będzie ci się naprzykrzać, jeśli się nie polubicie.
   -Nie wierzę jej, Marco. - wymamrotałam wprost w jego tors. -Nie wierzę, że nie uknuła jakiegoś podstępnego planu. Nie znam jej, ale nie przekonała mnie do siebie.
   -Nie zniszczy naszego związku, możesz być tego pewna.
   -Ona jest jak mój film: będziemy kłócić się o nią tak długo, dopóki wszystko się nie posypie.
   -Więc to odbudujemy. - stwierdził, jakby odkrył właśnie oczywistą oczywistość. -Skarbie, ostatnio stałaś się strasznie zdystansowana i poddenerwowana, nie zauważyłaś? Wszystko cię drażni, nawet to, że o pięć minut spóźniam się na rozmowę na Skype.
   -Zauważyłam, przepraszam. - podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. -To postępujące zmęczenie. Dobrze się składa, że odpocznę chociaż w ten weekend, o ile wesele można tak nazwać. W tym świecie od błysku fleszy raczej nie dostanę urlopu.
   -Dostaniesz, ode mnie. - puścił oczko i musnął wargami moje czoło. -Idź na górę, połóż się, a ja zabiorę się za ten obiad. Do sesji treningowej zostało jeszcze trochę czasu. Najpierw jednak muszę się z tobą we właściwy sposób przywitać.
   Zmarszczyłam brwi, a gdy dotarł do mnie sens jego słów, roześmiałam się cicho, zarzucając dłonie na szyję piłkarza i niespiesznie zatopiłam usta w jego pocałunku.


~~~


   Oczywistym wydawał się być fakt, iż zostałam wybrana przez Roberta na jego świadkową na ślubie z Anną i przyjęłam tą rolę z wielkim zaszczytem. Przerażała mnie jednak myśl, że byłam zmuszona opuścić Reusa w stolicy Polski - bo właśnie tam Bobek i jego narzeczona zamierzali się pobrać. Uspokoiłam się, gdy w dniu ceremonii z samego rana dotarła do mnie informacja, że blondas pozostawał pod opieką moich rodziców, podczas gdy ja towarzyszyłam karateczce w ostatnich przygotowaniach, a pod kościół przyjechał wraz z Mario i Ann-Kathrin oraz zaproszonymi gośćmi z Dortmundu. Brakowało mi wtedy jedynie parodii filmu "Kevin sam w Nowym Jorku" - z tym, że "Marco sam w Warszawie" musiałby zostać nakręcony jako horror albo sensacja, bo bez wątpienia Niemiec narobiłby ogromnego łomotu.
   Anna Stachurska wyglądała przepięknie. Inaczej nie można tego opisać. Wystarczyło jedynie dostrzec wzruszenie w oczach Lewego, gdy zobaczył ją w wejściu do kaplicy. Był niewiarygodnie szczęśliwy, że od dziś jego wieloletnia miłość będzie nosiła jego nazwisko, tytuł jego żony oraz identyczną obrączkę na palcu. Próbując sobie przypomnieć, kiedy ostatnio równie mocno rozpierała go radość, nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego momentu. Mogłam więc stwierdzić, iż to naprawdę najszczęśliwszy dzień w jego życiu.
   Zanim usiadłam za bratem pod ołtarzem, zerknęłam przelotnie na Reusa. Trajkotał z Götze, lecz szybko zorientował się, że jest obserwowany, więc puścił do mnie oczko, na co tylko się uśmiechnęłam. Prezentował się cholernie seksownie, o czym doskonale wiedział i pomimo, iż nie dał namówić się na garnitur, ubrania, które wybrał, pasowały do niego, jak do wieszaka. Spłoniesz za to w piekle, Woody.
   Wszyscy bez wyjątku czekali na tą jedną, jedyną chwilę, w której narzeczeni przestaną być narzeczonymi, a kapłan ogłosi ich małżeństwem. Gdy w trakcie składania przysięgi w oczach Roberta pojawiły się łzy, najpierw nie mogłam w to uwierzyć, po czym sama popłakałam się jak dziecko. Powoli godziłam się z tym, że moje jedyne rodzeństwo zyskuje kogoś, kto będzie dla niego ważniejszy, niż rodzice oraz siostra. Taka jest kolej rzeczy. Ludzie dorastają, podejmują poważne decyzje, chcą prowadzić własne życie i zakładać rodziny. I to jest piękne. Człowiek nie potrafi funkcjonować w pojedynkę, czego Ania i Robert stanowią najlepszy przykład. Ania, która właśnie zmieniła nazwisko i Robert, który ma już prawo zwracania się do ukochanej 'moja żono'.
   Końcowe obrzędy zaślubin: podpisanie dokumentów, obrzucanie ryżem i drobnymi monetami, tysiące życzeń od fanów, tłumnie zgromadzonych na zewnątrz, jak przewidziała pani Lewandowska i kilkanaście błyśnięć dziennikarskich fleszy na sekundę, bo przecież każdy chciał wykonać jak najlepsze fotografie do artykułów. Marco zniknął mi z pola widzenia, lecz zapewne jak wszystkie znane osobistości, uciekał przez aparatami do jednej z podstawionych limuzyn, mających przewieźć gości na przyjęcie weselne. Nie czekali na Parę Młodą, to trwałoby zbyt długo, dlatego po blisko pół godzinie z ulgą wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy do pałacu pod Warszawą, by rozpocząć zabawę. Główne gwiazdy wieczoru niewiele mówiły - przejęcie wymalowane na ich twarzach wypowiadało się samo za siebie. Cały czas jednak obdarzali się czułymi spojrzeniami i gestami, na co wszyscy zwracali uwagę, lecz nikt nie okazywał zdziwienia - przecież dziś było to wręcz wskazane.
   Tradycyjne przeniesienie Panny Młodej przez próg wywołało salwę braw, gwizdów i okrzyków, przy czym goście po raz pierwszy zachęcili świeżo upieczonych małżonków do wspólnego pocałunku. Wtedy też odnalazł się Woody - w samą porę, bo po pomocy w odbieraniu kwiatów i prezentów oficjalnie przestałam odgrywać funkcję weselnej przyzwoitki Bobka i mogłam więcej czasu poświęcić swojemu chłopakowi. Idąc do stolika, by zająć miejsce zaraz obok brata i rodziców, poczułam jego dłoń na biodrze, a po chwili subtelne muśnięcie cudownych ust Niemca w okolicy ucha.
   -Jesteś najpiękniejszą świadkową, jaką kiedykolwiek przyszło mi zobaczyć. - szepnął z zalotnym pomrukiem. Zawstydzona opuściłam głowę.
   -Więc chyba niewiele ich widziałeś.
   -Może po prostu nie zwracałem na nie uwagi?
   -Nie podlizuj się. - pokazałam mu język, kiedy odsunął dla mnie krzesło. -I tak będziesz dziś ze mną tańczył. Pewnie nie tylko ze mną.
   -Już się na to przygotowałem. - oświadczył dumnie. -No wiesz, psychicznie. To tylko jedna noc, dam radę.
   -Mam nadzieję. - odparowałam niezbyt sympatycznie, odsuwając się, by kelner mógł bezpiecznie przelać zupę do mojego naczynia. Marco zerknął na mnie zaskoczony.
   -Mała, co się z tobą ostatnio dzieje? - spytał prosto z mostu. -Naprawdę jesteś okropnie zgryźliwa. Zrobiłem ci coś?
   Tak, sprowadziłeś do mieszkania tą nachalną blond lalę i oboje udajecie, że nic was nigdy nie łączyło. Może to pułapka? Powinnam się nabrać?
   -Wybacz, nie miej mi tego za złe. - skruszyłam się, usilnie zachowując naturalny ton głosu. -To chyba nie mój czas, ale nie chce teraz o tym myśleć. Robert właśnie się ożenił i to jest teraz najważniejsze.
   -Pamiętaj, że zawsze możesz mi o wszystkim powiedzieć. - ujął moją dłoń i ucałował jej wierzch. -A nawet powinnaś.
   -Pamiętam. - złożyłam wargi na jego policzku. -A teraz jedz, bo wystygnie. Na sto procent pewnie już zgłodniałeś.
   Spojrzał mi w oczy i zaczął się śmiać. Pokręciłam jedynie głową, równie rozbawiona.
   -Za dobrze mnie znasz, Lena. I za to cię kocham.


~~~


   Przyjęcie weselne trwało w najlepsze. Goście bawili się świetnie, po kilku alkoholowych kolejkach zniknęły też bariery językowe, które w niczym nie przeszkadzały już panom zza zachodniej granicy, gdy prosili do tańca urocze, polskie damy. Prym w tej dziedzinie zaskakująco wiódł nie Aubameyang czy Großkreutz, a Götze, przyciągający do siebie kobiety prawdopodobnie urokiem osobistym, którego nie można było mu odmówić. Sytuacja nieszczególnie przypadła do gustu Ann-Kathrin, zazdrosnej o poczynania chłopaka, aczkolwiek sama prezentowała się dziś jak grecka bogini i to od niej nasza 'dziesiątka' nie potrafiła oderwać wzroku. Poza tym, ufała swojemu wybrankowi i miała doskonałą świadomość, iż nie interesują go inne panny. Pasowali do siebie jak skomplikowana układanka i naprawdę potrzeba cudu, by ich poróżnić.
   Reus za to po raz kolejny już tego wieczora obracał na parkiecie moją mamę i zawsze, gdy na nich patrzyłam, na mojej twarzy rozkwitał uśmiech. Byłam przekonana, że mnie obgadują, ponieważ dość często mnie obserwowali. Nie próbowałam nawet zgadywać, o czym konwersują, wyobrażałam sobie za to, jak to może wyglądać w przyszłości, bo oczywiście istniała możliwość, że moi rodziciele zostaną teściami Marco. Tato bez wątpienia prawiłby mu bezlitosne kazania, matka dawałaby cenne uwagi odnośnie moich ślubnych pragnień, lecz oboje go akceptowali, więc raczej nie rozbolałaby go głowa od tych wszystkich nowinek. Wracając do tematu - tak, byłam gotowa za niego wyjść, bo go kochałam i potrafiłam snuć wizje dotyczące naszej wspólnej przyszłości. Może wtedy Carolin Böhs dałaby mu święty spokój.
   -Lena, mam pytanie. - usłyszałam nagle za plecami. Ann trzymała mnie za ramię. -Zechciałabyś na moment wyjść ze mną na zewnątrz?
   -Oczywiście. - zgodziłam się bez wahania. Do gry wkroczyły teraz partnerki drużyny BVB, zatem nasi chłopcy znajdą zajęcie na następne pół godziny. Dopiłam swój napój i już po chwili wyszłyśmy z sali pałacowej.
   -Ann, wszystko w porządku? - zapytałam, gdy przechadzałyśmy się po parku. Twarz modelki zdradzała zaniepokojenie i nieznaczne przygnębienie, które nijak pasowały do atmosfery dnia dzisiejszego.
   -Tak, nie martw się. - przytaknęła. -Denerwuję się, bo Mario rzadko pije, a co za tym idzie, pajacowanie po alkoholu to dla niego żaden problem... Nie chcę, żeby się zbłaźnił. Jesteśmy na niesamowitym weselu i zamierzam zostać na nim do końca.
   -Sądzę, że nie masz powodów do obaw. - uspokajałam ją. -Mario zna granice, nie zawiedzie cię.
   -Tak, jak na Ibizie?
   -Nie. - roześmiałam się. -Wtedy sami ustanawiali sobie prawa. Wyprowadzaliście się, uznali, że muszą to oblać.
   -Wiem, rozumiem... Lena?
   -Tak?
   -Ostatnio, gdy rozmawiałyśmy, opowiadałam ci o życiu w Monachium... A jak tobie układa się z Marco?
   Zbiła mnie z tropu. Proste pytanie, na które odpowiedź była jasna jak słońce, a jednak doszukiwałam się w nim ukrytych podtekstów. Nieskutecznie.
   -Bez zmian. - stwierdziłam wzruszając ramionami. -Tak mi się przynajmniej wydaje.
   -Nie męczę cię tym bez powodu. - pospieszyła z wyjaśnieniami. -Kilka dni wcześniej podsłuchałam paplaninę Marco i Mario na Skype... Marco żalił się, że ciągle marudzisz, narzekasz, strzelasz fochy... Nie obrażam cię, on się po prostu boi, że ktoś cię skrzywdził i ukrywasz to przed nim.
   -Nic takiego nie miało miejsca. - dosadnie wypowiedziałam każde słowo. -Brakuje mi już pomysłów, by go o tym przekonać. Ale faktycznie, od jakiegoś czasu bycie wredną wychodzi mi nienagannie.
   -Dlaczego?
   -Chciałabym już wrócić do Niemiec. W Barcelonie coraz gorzej śpię, nie dojadam, czuję się zmęczona, przez co kręci mi się w głowie, gdy wstaję rano. Praca pochłonęła mnie na tyle, że zapomniałam zorganizować czas wolny dla siebie i mój organizm się buntuje.
   -Od rana do wieczora jesteś na zdjęciach...
   -Obecnie tak, bo wchodzimy w ostatnią fazę. Na szczęście.
   -A nie możecie poprosić reżysera o korzystniejsze zaplanowanie grafiku zajęć?
   -Tam nic nie zależy od nas. - westchnęłam. -Reszta ekipy to zawodowi aktorzy, przyzwyczaili się. A ja? Gdyby mnie poinformowano, ile wymagają od odtwórcy głównej roli, na pewno przemyślałabym ten kontrakt minimum dwa razy. Ale skończę to, co zaczęłam.
   -A później odpoczniesz.
   -Jeśli się uda. - bąknęłam, na co Ann zerknęła na mnie kątem oka.
   -O czym ty mówisz?
   -O byłej dziewczynie Marco. - wypaliłam, a źrenice Niemki powiększyły się. -Pojawiła się podobno po moim wyjeździe, nie wiadomo, skąd i po co, żeby namieszać mu w głowie. Znów się spotykają, niby wyłącznie jako znajomi, ale wszystko może jej strzelić do głowy...
   -Lena, chyba nie mogę ci pomóc, bo nie znam Carolin, słyszałam o niej jedynie z opowiadań... Mniemam, że ty tak samo. - skinęłam głową, więc kontynuowała. -Ale dzięki Mario poznałam jego przyjaciół, dlatego zapewniam cię, że Reus nie zrobiłby ci takiego świństwa. On jej nie kocha, rozumiesz?
   -Popatrz na to z innej strony. - odwróciłam się do niej, gdy zatrzymałyśmy się przy tryskającej wodą fontannie. -Przyznałaś, że Marco skarży się na mnie. A co, jeśli... Odsuniemy się od siebie, a ona to wykorzysta...? To całkiem logiczne, prawda?
   -Nie! - zaprotestowała energicznie. -Marco uwielbia cię taką, jaka jesteś, niezależnie od tego, jak się zachowujesz. Pogodził się z twoimi wadami, akceptuje je. Czego ty jeszcze od niego wymagasz?
   -Nie ufam tej Carolin! Dlaczego zamieszkała z powrotem w Dortmundzie? Dlaczego zerwała z chłopakiem? Dlaczego ze wszystkich przyjaciół, jakich tu zyskała, odezwała się akurat do swojego byłego? To śmierdzi podstępem i nie pozwolę, by mi go bezczelnie zabrała.
   -Kochana, przesadzasz. - poklepała mnie po plecach. -Nie możesz bezpodstawnie twierdzić, że uknuła intrygę. Poza tym, Marco nie ulega pokusom, bo niczego mu przy tobie nie brakuje.
   -Zobaczymy.
   -Odpuść, na serio. - uśmiechnęła się pogodnie. -Poczekaj, uzbrój się w cierpliwość i oceń, jak rozwija się sytuacja. Dopiero wtedy ewentualnie podejmuj działania.
   -Niech ci będzie. - poddałam się przygryzając wargę. -Spróbuję.
   -Spróbuj. I przestań się wkurzać, to szkodzi piękności. - zaśmiałyśmy się obie. -Myślę, że powinnyśmy już wracać. Anna i Robert pewnie szykują dla gości jakąś...
   -Tu jesteście! - usłyszałyśmy nagle krzyk mojej szwagierki. Schodziła ku nam ze schodów, trzymając w palcach suknię ślubną, by się o nią nie potknąć. -Chłopaki was szukają, zastanawiają się, gdzie zniknęłyście. Wszystko gra?
   -Jasne. Wyszłyśmy zaczerpnąć świeżego powietrza. - odpowiedziałam obejmując ramieniem Ann-Kathrin. -Właśnie wracamy.
   -Super, bo zaraz odbędą się oczepiny i mam zamiar was zaangażować. - oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu, po czym pociągnęła nas do wejścia. -Ciekawe, czy Lewy rozpozna swoją żonę z zawiązanymi oczami... Wow, ślicznie dziś wyglądacie! Aż zazdroszczę tym wariatom... To jak, gotowe?
   Cała Ania - sielanka wypisana na twarzy plus tysiąc pomysłów na minutę. Czy można wymarzyć sobie lepszą bratową?


***


Okej, dopiero ten rozdział jest o niczym :p No chyba, że będziecie wyciągały jakieś wnioski, ale to już zależy od Waszej wyobraźni... :)
Nie mam dziś pozytywnych informacji. Po pierwsze, nie dołączyłam zapowiedzi, bo wraz z tym rozdziałem kończą się moje zapasy. Wena jednak jest, więc liczę, że napiszę następną część w przeciągu tygodnia.
I druga sprawa, którą muszę poruszyć, bo męczy mnie już jakiś czas: Kochane, być może nie wiecie (jeśli nie, to dziś się dowiecie), że ogólnie nie cierpię proszenia się o komentarze, gdyż nie miałam z tym większego problemu. Jednak ostatnio zauważyłam, że pojawia się coraz mniej Waszych opinii i nie ukrywam, że jest mi przykro z tego powodu. Jeśli ja piszę rozdział, to oczekuję, że Wy skomentujecie go chociaż w paru słowach, bo dla mnie na tym polega współpraca. A jestem przekonana, że zajmuje Wam to o wiele mniej czasu, niż mnie :) Rozumiem, że nie zawsze jest pomysł na napisanie czegoś sensownego, ale mnie wystarczy naprawdę kilka zdań, żeby mieć świadomość, ile osób tak naprawdę czyta. Wtedy będę szczęśliwa :)
Okej, ostatnie, przyjemniejsze ogłoszenie parafialne: pojawiły się już daty publikacji dwóch kolejnych rozdziałów na drugim blogu. Zachęcam do zapoznania się z nimi i do... Oczekiwania :)

Pozdrawiam, do usłyszenia możliwie jak najszybciej ♡

wtorek, 18 sierpnia 2015

Liebster Blog Award 2 / 3

Cóż... Dopadły mnie kolejne dwie nominacje do LBA i żeby znów nie spamować, postanowiłam opublikować je w jednym poście :) Ogromne DANKE dla tosi mm oraz euphory r :)


Pytania od tosi mm:
1. Ulubiony klub?
Prosta sprawa: Borussia Dortmund i Lech Poznań. Nic dodać, nic ująć.
2. Gdybyś miała w kilka minut zdecydować się, gdzie chcesz spędzić wakacje życia, jaki kraj/miasto byś wybrała? 

Kraj: Stany Zjednoczone. Dlatego, że w tym państwie nie jestem w stanie wybrać jednego miasta, które bym odwiedziła. Na obszernej liście znajduje się Miami, Nowy Jork, Las Vegas, Los Angeles... I pewnie wszystkie inne metropolie. Uważam, że USA są piękne, silnie rozwinięte, widoki zapierają dech w piersiach, no i na pogodę nie można narzekać :) Ale skoro miałabym zdecydować się w kilka minut, pewnie ktoś by za mnie zapłacił :p
Miasto: Dubaj. Jest śliczny, cudny, gorący i... Zaje.iście drogi :)
3. Ulubiony sportowiec, dlaczego? 

Pierwsza nominacja, pytanie 4. :)
4. Ulubiona piosenka.
Och, temat na całą dobę :) Ogólnie mam tak, że co jakiś czas zmieniam ulubione piosenki. Są też takie, do których wracam rzadko, ale wracam ciągle. Ogólnie słucham każdej muzyki, może poza metalem, dlatego nie potrafię wskazać jednego, konkretnego guru. Jako kibic mogę wymienić dwie przyśpiewki: jeśli chodzi o BVB - "Auf geht's Dortmund", natomiast w temacie Kolejorza - "W grodzie Przemysława".
5. Największe marzenie? 
Wciąż jest szansa, że się spełni, ale to zależy tylko ode mnie :))
6.Gdybyś mogła zrobić wywiad z kimś sławnym byłby to, dlaczego? 

O.M.G. Na pewno chętnie zrobiłabym wywiad z Reusem i Aubameyangiem za jednym razem, bo są pajacami i mogłoby być śmiesznie :) A jeśli mam wybierać spoza światka piłkarskiego, to może Bradley Cooper? Albo Justin Bieber! Ułożyłabym takie pytania, że biedak podziękowałby po pierwszym (bez urazy dla fanek) :p
7.Ulubiona pora roku? 

Lato!!!
8. Piszę bloga bo....

Bo wpadam na pomysły, którymi chciałabym dzielić się z innymi. Bo lubię wiedzieć, że ktoś go czyta i lubi go czytać.
9.Idealny facet to... dlaczego?

Mój telefon - bo nigdy nie powie, że mnie nie kocha albo że ma mnie dość. Ewentualnie rozładuje się w nieodpowiednim momencie :p
10. Co robisz w wolnym czasie?
Pierwsza nominacja, pytanie 8. :)
11.Odpoczynek nad morzem czy góry?

Nad morzem!!! Odkąd skończyłam 5 lat, jeździliśmy z rodzicami nad morze. Pewnego lata zbuntowałam się wraz z bratem i doszliśmy do wniosku, że chcemy spróbować czegoś nowego i pojechać w góry. Moi rodzice okazali się jednak wielkimi miłośnikami DŁUGICH, pieszych wędrówek i od tego czasu doceniam możliwość wyłożenia się na piasku i wykąpania w morzu :) Jeśli mam jechać w góry, to okej, ale połazić sobie po Krupówkach :p


~~~

Pytania od euphory r:
1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
Chciałam przekonać się, jak to jest, kiedy inni oceniają to, co piszesz. A tak po ludzku myśląc, chciałam stworzyć swój własny świat, który będzie mi zabierał znaczną część wolnego czasu (o ile w ogóle takowy się znajdzie).
2. Czy w pewnych sytuacjach utożsamiasz się z główną bohaterką opowiadania?
Jasne, że tak! I to nawet dość często. Jeśli nie mam pomysłu na dialog, zastanawiam się, co sama bym powiedziała, jak bym zareagowała, jaki gest bym wykonała... Ale nie podstawiam się pod główną postać, jedynie myślę, jak ona. Dla mnie to zupełnie dwie inne sprawy.
3. Masz w planach założenie jeszcze jakiegoś bloga?
Na razie nie. Obecnie prowadzę dwa, staram się nie robić zaległości, ale nie mam pojęcia, co dalej, gdy zacznie się rok akademicki. Dlatego w trzecie opowiadanie na pewno się nie wpakuję :)
4. Co robisz w wolnym czasie?
Pierwsza nominacja, pytanie 8. :)
5. Plany na przyszłość to...
Jak każdy - skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, założyć rodzinę. Chcę też wyjechać na Zachód, do sąsiadów - to też mój plan, choć może już nie z kategorii 'jak każdy' ;)
6. Ulubiona książka?
Rzadko czytam, więc chyba nie potrafię wybrać nic konkretnego... Chyba, że liczą się książki ze studiów, wtedy podręcznik do niemieckiego :p
7. Ulubiony film?
Kocham całą serię 'Kac Vegas'. Do tego Titanic, wszystkie części Madagaskaru i Shreka. Harry Potter też (w szczególności Czara Ognia), ale trochę już mnie nudzi, w końcu ile razy można oglądać Hogwart ze świadomością, że nigdy nie będę miała peleryny-niewidki i mapy Huncwotów :p
8. Jak określiłabyś swój charakter?
Pierwsza nominacja, pytanie 7. :)
9. Gdzie pojechałabyś w podróż swojego życia?
Życia? Skoro życia, to do Dortmundu. Jeśli Marco nie chce przyjechać do mnie, to ja pojadę do niego :p Mam nadzieję, że zdążę, zanim zmieni klub!
10. Ulubiona pora roku?
Latolatolatolatolato. Chociaż tak po dłuższym namyśle, to chyba ta część lata, w której zaczyna się Bundesliga - wtedy wracają najlepsze weekendy.
11. Jak zaczęła się twoja przygoda z ulubionym klubem sportowym?
To w sumie ciekawa historia... Może zacznę od tego, że kibicem futbolowym jestem już od 10 lat, kiedy to obejrzałam finał Ligi Mistrzów pomiędzy Liverpoolem a Milanem. Prawdziwy przełom w mojej 'historii klubowej' nastąpił jednak 5 lat temu, gdy tata zabrał mnie na mecz Lecha z Lechią Gdańsk. Od tego czasu regularnie śledzę Ekstraklasę. W tym samym sezonie Kolejorz został mistrzem, a Sławek Peszko odszedł do FC Köln, nad czym bardzo ubolewałam. A jak wiadomo, z Kolonii do Dortmundu, gdzie grał już Lewandowski z Piszczkiem i Kubą, całkiem niedaleko... Nie ukrywam, że swój wkład w moją miłość do Borussii miał wtedy 'przystojny Götze' (na którego teraz nie mogę patrzeć, ale to nieważne), na szczęście teraz po prostu kibicuję temu klubowi na dobre i na złe. I cieszę się, że mogę to robić. Jednocześnie przepraszam, że aż tak się rozpisałam, ale po prostu lubię o tym mówić :p


Tyle :)
Moje pytania do:
http://poki-smierc-nas-nie-rozlaczy.blogspot.com
http://lose-a-bet.blogspot.com
http://nadzieja-uczy-czekac.blogspot.com

1. Dlaczego głównym bohaterem Twojego opowiadania jest piłkarz?
2. Czym się kierujesz, dobierając cechy charakteru postaci?
3.Czym / kim się inspirujesz, pisząc swojego bloga?
4. Czytasz blogi o innej tematyce niż piłkarska?
5. Ulubiony sport?
6. Chodakowska czy Lewandowska?
7. Ulubiona potrawa?
8. Z czego słynie miejsce, w którym mieszkasz?
9. Pierwsza rzecz, którą robisz po przebudzeniu... :)
10. Jak wygląda idealny dzień?
11. Gdzie chciałabyś znaleźć się w tej chwili?


PS. Jest okazja, będzie prywata: Kochane, od niedzieli na drugim blogu czeka na Was nowiutki rozdział:
http://dancingqueen-footballstar.blogspot.com/2015/08/dwa-impreza.html
Bardzo proszę o komentarze, to dla mnie bardzo ważne, bo chcę znać Waszą opinię :) Pozdrawiam :)